Kiedyś pisałem w opisie bloga, że nie mam już tyle czasu na pisanie, bo czas, jaki na to miałem dzielę z różnymi aktywnościami rodzinnymi. Okazało się jednak, że wcale nie trzeba przeciwstawiać sobie czasu na blogowe hobby i czas z dziećmi. Materiały adresowane do dzieci okazują jednak się być również inspirujące. Nie piszę tego na wyrost, bo żeby przygotować ten wpis, to wróciłem do lektur i przeczytałem nawet większe fragmenty prac barona Antoniego Giddensa, dlatego zeszło mi z tym wpisem kilka lat. Na szczęście nadal wpis ma charakter chaotycznego szkicu, ale warto podkreślić, że zaczynałem to pisać w 2021 roku własnoręcznie i własnomózgowo, a ukończyłem korzystając ze wsparcia Claude AI Sonnet 5.5, co jest super, bo nie znalazłem nikogo zainteresowanego długą i dokładną dyskusją o socjologicznej interpretacji kreskówki ;-)
Kreskówka bez ograniczeń wiekowych
Inspiracje przyszły w trakcie oglądania bajki Fineasz i Ferb, która jest produkcją Disneya. Głównym bohaterem jest chłopiec z charakterystyczną, trójkątną głową. Akcja dotyczy jego rodziny i przyjaciół. Twórcy z założenia chcieli stworzyć kreskówkę dla wszystkich. Serial emitowany był w latach 2007-2015. Bajka ma tę zaletę, że trafiała do 4- i 40-latka. Jest też bezpieczniejsza dla młodszych dzieci niż South Park i twórczość Bartosza Walaszka. Akcja osadzona jest w realiach życia patchworkowej, amerykańskiej rodziny na przedmieściach Danville (ponoć ma to być odpowiednik Denver, CO) i przyjaciół ich dzieci. Główni bohaterowie to (oprócz wspomnianej pary przybranych braci): siostra Fredka (w oryginale Candace), która ma uosabiać personę typowej amerykańskiej nastolatki pozbawionej głębszych zainteresowań. Poza nią matka/macocha Linda Flynn-Fletcher (z założenia typowa matka mieszkająca na przedmieściach w USA, soccer-mom), ojciec/ojczym Lawrence (szkocki sprzedawca antyków i historyk). Są też przyjaciele: Isabella Garcia-Shapiro (uczynna harcerka pochodzenia meksykańsko-żydowskiego), Baljeet Tjinder (uzdolniony i zastrachany chłopiec pochodzenia hinduskiego), Buford Van Stomm (chyba typowy amerykański osiłek). Akcja kreskówki toczy się w wakacje, gdy dzieciaki nie mając obowiązków szkolnych urozmaicają sobie czas tworząc ekstraordynaryjne projekty inżynieryjno-technologiczne. Tyle, by nie rozpisywać się o faktografii, którą można znaleźć gdzie indziej (polecam np. portal Fandom.com).
Refleksja socjologiczna
Poza fabułą i humorem bez ograniczenia wieku, uwagę przykuwają wątki odnoszące do tzw. refleksyjności. W potocznym sensie tego słowa chodzi o skłonność do refleksji, pogłębionego zastanawiania się. Człowiek refleksyjny, jeśli zastanawia się nad sprawami społecznymi, to może stawiać sobie pytania np. o granice społecznych norm, jakimi powinniśmy się kierować w swoim postępowaniu. Ale to nie jest socjologiczne rozumienie pojęcia. Raczej byłoby to rozumienie filozoficzne. Natomiast socjologowie w rodzaju Anthony’ego Giddensa (zwłaszcza w pracach Konsekwencje nowoczesności, Nowe zasady metody socjologicznej) czy Pierre’a Bourdieu (w takich książkach, jak Zaproszenie do socjologii refleksyjnej, Medytacje pascaliańskie) nadali mu inne znaczenie.
Refleksyjność w ich rozumieniu ma dwa wymiary. Po pierwsze, jest to zdolność badacza do uwzględniania własnej, ograniczonej pozycji w procesie poznawczym: nie tylko indywidualnych uprzedzeń, lecz także swojego miejsca w strukturze społecznej i interesów w polu akademickim (tu Bourdieu). Po drugie, jest to świadomość, że ludzie badani przez socjologię są samorefleksyjni i reagują na wiedzę socjologiczną (tu Giddens). W tym drugim aspekcie refleksyjność jest cechą samych aktorów społecznych, zwłaszcza w dobie tzw. nowoczesności, czyli czasu, w którym informacje, media i w ogóle komunikacja grają szczególnie istotną rolę. Ludzie stale monitorują własne działania i warunki życia, a wiedza socjologiczna czy psychologiczna wraca do życia społecznego i je zmienia. Giddens nazwał to podwójną hermeneutyką. Socjolog interpretuje świat, który już sam jest interpretowany przez uczestników, a pojęcia socjologiczne na ten świat oddziałują.
W kreskówce scenarzyści odwołują się do refleksyjności bohaterów, choć nie do końca tej socjologicznej, a bardziej tzw. łamaniu czwartej ściany. Refleksyjność bohaterów dotyczy znaczenia metatekstowego. Bohaterowie wiedzą, że są tylko elementem scenariusza serialu, kreskówki. Fineasz przyznaje wprost, że ma rację dostawca części, który dziwi się, że tak młodzi chłopcy konstruują skomplikowane projekty inżynieryjne. Bohater wie więc, że sytuacja, w której się znajduje, jest nieprawdopodobna. Dundersztyc narzeka, że jego ciągłe retrospekcje o nieszczęśliwym dzieciństwie to już przesada scenarzystów. Jest to ciekawe i oryginalne jak na kreskówkę, ale ciekawsze są inspiracje do analiz elementów muzycznych.
Elementy muzyczne w Fineaszu i Ferbie
Muzyka w tym filmie animowanym ma szczególny status. Jest piosenka tytułowa, w wielu odcinkach są oryginalne utwory muzyczne (gdy wydarzenia mają swój soundtrack). Muzyka nie jest tu dodatkiem, ale założeniem formatu. Nawet wydaje się główną cechą wyróżniającą go. Można byłoby się nawet pokusić o stwierdzenie, że to kreskówka do pewnego stopnia musicalowa. Główną postacią odpowiedzialną za soundtrack był Danny Jacob, kompozytor ścieżki dźwiękowej i humorystycznych piosenek, zainspirowany w swojej pracy działami najwybitniejszych kompozytorów muzyki filmowej: Hansem Zimmerem, Johnem Powellem i Harry Gregson-Williamsem.
W jednym z odcinków Fineasz i Ferb postanawiają sprawdzić, czy mogą zostać gwiazdami jednego przeboju. Ciekawi ich zjawisko artystów, którzy wydają jeden udany utwór i na tym kończą. Są to pytania, które można byłoby uznać za ważne dla socjologii muzyki. Mama tłumaczy im pojęcie „one-hit wonder” i wspomina własną karierę jako artystki występującej pod pseudonimem „Lindana”. Bohaterowie podchodzą do tego jak do projektu: piszą chwytliwą melodię z bezsensownym tekstem (piosenka „Gitchee Gitchee Goo”) i realizują listę punktów sukcesu, od hitu, przez kaprysy gwiazdy i zamianę w muzykę z windy, po trasę w stylu reunion. Tytuł to parodia słowa „pop stars”, a odcinek odwołuje się do przemysłu muzycznego i programów typu talent show.
Ciekawe jest tu coś jeszcze: bohaterowie nie tylko oglądają przemysł muzyczny z boku, ale traktują wiedzę o nim jak instrukcję i wcielają ją w życie, krok po kroku. To przykład tego, co Giddens nazywał refleksyjnością nowoczesności: wiedza o mechanizmach życia społecznego (tu: o tym, jak powstaje i przemija „jednorazowy” przebój) wraca do świata, który opisuje, i zmienia działanie ludzi.
W innym odcinku ojciec, Lawrence odkrywa w garażu starą płytę zespołu Love Händel (w wersji polskiej Miłosie) i opowiada dzieciom, że z Lindą pierwszy raz pocałowali się na koncercie pożegnalnym tej grupy. Po angielsku nazwa zespołu jako love handles odnosi się do odkładającej się tkanki tłuszczowej po bokach talii i bioder, w języku polskim są to „boczki” lub „oponka”. Dzieci próbują reaktywować zespół na rocznicę ślubu rodziców, śledząc dalsze losy członków zespołu. Natomiast ich hitowa piosenka „You Snuck Your Way Right Into My Heart” to pastisz rockowej ballady w stylu lat 80. Odcinek kończy utwór „Music Makes Us Better”, a wszyscy tańczą w napisach końcowych.
Casus zespołu Miłosie pokazuje ciekawe socjologicznie wątki formowania i rozformowywania się grupy muzycznej (rozpad, reaktywacja). Trzej członkowie zespołu po jego rozpadzie znaleźli zupełnie różne zatrudnienie. Pierwszy z nich, Danny, który był gitarzystą i wokalistą tego zespołu jest sprzedawcą we własnym sklepie muzycznym. Drugi, Bobby, który "grał tylko w tle na basie" prowadzi swój zakład fryzjerski, gdzie jako szef jest prawdziwą gwiazdą mody i stylu oraz pracodawcą dla przynajmniej 5 fryzjerek i recepcjonistki. Natomiast Swampy ma "ciepły etacik" w publicznej bibliotece.
Cały ten wątek może stanowić inspirację do analiz socjologicznych, ba nawet wsparcia terapeutycznego grup muzycznych znanych np. z historii Metallicy, co świetnie pokazano w filmie Some kind of monster (2004). Proces grupowego wsparcia udzielanego zespołowi przez coacha Phila Towle silnie bazował na elementach interakcyjnych, rolach członków grupy, konfliktach, oczekiwaniach. No ale to jasne, bo był on z wykształcenia socjologiem. Zresztą po University of Chicago, a więc miejscu pochodzenia teorii interakcjonistycznej. Film silnie pokazywał to, że Metallica jako zespół przestała być tylko czwórką muzyków grających dla przyjemności, a jest sporym przedsiębiorstwem produkcji kulturalnej, w którym pracują menadżerowie, akustycy, producenci, reżyserowie, dźwiękowcy, cała ekipa techniczna itd. Są grupą pracowniczą, w której dzieją się znane psychologii społecznej procesy i którą można za pomocą wiedzy socjologicznej wspierać.
Zespół muzyczny to w pewnych stadiach rozwoju przedsiębiorstwo, co potwierdzają sami muzycy. Przypomina mi się fragment wywiadu z członkami zespołu Slightly Stoopid (kalifornijski zespół reggae):
Mówili nam, żeby się nie lenić, żeby ruszyć swoje dupy i zacząć koncertować, żeby wsiąść do vana i ruszyć w trasę. Jak tylko skończyliśmy szkołę średnią, to dosłownie zniknęliśmy. Rodzice mnie pytali, czy chce iść na studia, ale mówiłem im: nie, chce zostać muzykiem. To był taki wstęp, zaczynałeś jeździć, bo paliwo kosztowało 1$ (cena za galon, czyli około 60gr za litr - przyp. ZS). Dostawaliśmy po 50 dolarów za występ. Było tyle pieniędzy, że wystarczało na paliwo i jedzenie w fast foodzie. Spaliśmy u kogoś na podłodze. Graliśmy po kilkaset występów rocznie. Latami takiego życia i pracy zbudowaliśmy swoją popularność. Wracasz do domu na kilka dni i potem znowu ruszasz w trasę. Zamieniasz 10tki fanów w setki, setki w pięćsetki, pięćsetki w tysiące i tak to idzie (zob. od ok. 7:00 minuty https://www.youtube.com/watch?v=HtgJ43pJq8U).
Jakby na to nie patrzeć, zakres analogii do budowy małej firmy usługowej jest zauważalny.
Zamiast podsumowania
Chciałem jeszcze wyliczyć parę analitycznych wątków z innych odcinków, ale myślę, że popsułbym całą resztę socjo-detektywistycznej zabawy. Myślę, że lepiej polecić Szanownym Czytelnikom zapoznanie się z serialem na własną rękę, bo jeszcze jest tam sporo do przeanalizowania, wywnioskowania i wzięcia ciekawej nauki. Socjolog z bagażem głowy, w której gdzieś dzwonią lektury ogląda bajkę z dziećmi i ma skłonność dopatrywać się teorii tam, gdzie twórcy po prostu chcą robić dobre dzieła . Dlatego wszystkie powyższe analogie to tylko socjologia jako rozrywka intelektualna, a nie jako zamierzony przekaz scenarzystów. Chociaż, kto wie, co i dlaczego miał autor na myśli.



0 comments:
Prześlij komentarz