wtorek, 12 lutego 2013

O domniemanym renesansie disco-polo

http://italia-italia.info/images032/strumenti_m.jpg

Nie sądziłem, że temat wielkiego powrotu disco-polo A.D. 2012 był czymś wartym uwagi, bo nie jest to żadne odzwierciedlenie sytuacji społeczeństwa w muzyce, a fakt li tylko medialny. Czy jest to temat zastępczy, to nie wiem. Nie chciałem się zajmować tą sprawą. Skłoniła mnie jednak do tego p. Aneta Olkowska prosząc o krótki komentarz do Świata Kobiety. Z uwagi na to, że całość moich informacji nie zmieści się w Świecie Kobiety, zamieszczam je tutaj.

Skąd się wzięło disco-polo?
Disco-polo jako gatunek muzyki rozrywkowej swoje korzenie ma w latach 1945-89, gdy - zgodnie z tym, co sprawozdawał Adam Czech - pod strzechy trafiły instrumenty harmoniczne, czyli głównie akordeony. Z kolei Anna Kowalska upatruje genezę disco-polo w PRLowskiej polityce kulturalnej, która zawłaszczyła do celów ideologicznych tradycyjny wiejski repertuar, zostawiając zarazem pole do zagospodarowania nowej twórczości wiejskiej. W pomagisterskim artykule etnolożki czytamy:
Mimo że przez 40 lat Polski Ludowej usiłowano stworzyć i utrzymać jeden, oficjalny nurt kultury, nie dało się kontrolować prywatnych upodobań obywateli. Wśród powszechnie śpiewanych po wojnie piosenek pozostało dużo przedwojennych przebojów. Przy okazji rodzinnych uroczystości, spotkań towarzyskich, zabaw, ognisk itp. powstawały także nowe utwory, wykorzystujące czasem jakieś stare motywy czy oficjalny "repertuar nagraniowy". Do popularnego śpiewnika wchodziły też przeboje grane przez piosenkarzy estradowych, telewizyjnych i zespoły młodzieżowe. Wiele osób zapisywało teksty ulubionych piosenek w zeszytach, prowadzonych specjalnie w tym celu. Z takich starych zeszytów czerpały potem natchnienie pierwsze zespoły disco polo.

Powstanie disco-polo, jak widać więc łączyło się z przemianami polskiej kultury ludowej (por. wątek o kulturze prowincjonalnej we wpisie o Koko koko Euro spoko) i jej interakcji z nowoczesnością w postaci polityki kulturalnej PRLu. Swoją rolę odegrała też technologia - pojawienie się nowego zestawu instrumentów na wsi (akordeon, perkusja, gitara i potem maszynka perkusyjna, syntezator) oraz rozwój technik zapisywania dźwięku. Do tego wszystkiego dochodzą przemiany związane z polską pierestrojką, których skutkiem była likwidacja cenzury i możliwość tworzenia niepublicznych instytucji rejestrujących i dystrybuujących nieobecne do tej pory gatunki muzyczne.


W jakim sensie disco-polo znikło i wróciło?
Myślę, że wiele wskazuje na to, że nie mamy do czynienia z żadnym renesansem popularności disco-polo, bo ta muzyka w swoim środowisku pochodzenia, czyli w mniejszych miejscowościach – z tego co orientuję się – cały czas była popularna. Lider zespołu Focus – Zbigniew Perkowski w Dzień Dobry TVN mówił [zob. ok. 2:30] wręcz o tym, że po wycofaniu z anteny Polsatu w 2002 roku programów Disco Polo Live i Disco Relax jego grupa grała nawet więcej koncertów. W latach, gdy disco-polo straciły swoje tuby telewizyjne rozwijały się różnego rodzaju dyskoteki, w których obok przedstawicieli innych gatunków muzycznych zespoły disco-polo nikogo nie dziwiły. Swego czasu w kolebce disco-polo, czyli na Podlasiu sukcesy święcił np. klub Kolorado w Brańsku (obecnie już chyba nieistniejący).

O powrocie disco-polo mówiło się w okolicach roku 2008 również w ramach tzw. mody na obciach. Sądzę, że wtedy mówienie o powrocie tej muzyki było bardziej zasadne, bo zespoły takie jak Boys, Classic, Akcent, Skaner czy Toples zaczęły występować na studenckich juwenaliach. Disco-polo wróciło, ale nie do życia, tylko do miasta i jego mediów. Warto byłoby prześledzić wyniki finansowe branży fonograficznej i koncertowej, jeśli chodzi o upadki i wzloty disco-polo. Może te dane mogłyby pokazać, kiedy disco-polo było mniej i bardziej popularne. Niestety takich danych nie mam. Gdyby jednak wziąć pod uwagę wydawanie płyt przez gwiazdy formatu Boysów za adekwatny wskaźnik, to trzeba zaznaczyć, że w 2008 roku wydali najwięcej płyt w swojej karierze - 4 w jednym roku. Natomiast w latach 1996-1999 wydawali po 2 lub 3 płyty na rok. O tym, dlaczego tak się stało i dlaczego w tym momencie to nastąpiło wrócę jeszcze.


Dlaczego teraz, dlaczego tu?
Przejdźmy teraz do twórców hitu Ona tańczy dla mnie, bo przecież to ich YouTubowy sukces wywołał jakiś rodzaj burzy medialnej. Pisano przecież, że disco-polo to nie tylko gatunek muzyki rozrywkowej a cecha polskości w ogóle. W dodatku - co ciekawe - piosenkę promowano na stronach wspomnianego Newsweeka, gdzie obok krytycznych komentarzy Muńka Staszczyka czy Krzysztofa Vargi podlinkowany był teledysk i pewnie cała dyskusja medialna wokół piosenki z jednej strony jest analizą stanu rzeczy, ale z drugiej również współtworzy nową discopolomanię. Bo sam zespół Weekend nie rozpoczął przecież swojej kariery rok temu a ponad 12 lat temu. Wydali pięć albumów i jedyne co można postrzegać jako ich nieobecność, to brak aktywności wydawniczej w latach 2004-2009. Natomiast w ramach tej ostatniej zdarzyło się coś bardzo istotnego, jeśli chodzi o społeczne determinanty osiągania sukcesu w muzyce. Decydującym czynnikiem sukcesu Weekendu stała się kwestia instytucjonalna - fakt zmiany wytwórni fonograficznej. Cztery pierwsze albumy Weekendu wydał gigant niszy disco-polo Green Star. Zatem promocja ich twórczości odbywała się innymi kanałami niż np. stacje radiowe. Popularność hitu Ona... w radiu Eska oraz występ Weekendu na Sylwestrowej Mocy Przebojów Polsatu z pewnością można łączyć z przejściem Weekendu z białostockiego Green Staru pod skrzydła Fonografiki, która to odpowiada przecież za kampanię promocyjną ich twórczości. Przypomnę, że Fonografika to label wydający hip-hop, jazz czy muzykę klasyczną. Jasnym wydaje się, ze rodzaj kapitału społecznego, którym dysponowała ta ostatnia wytwórnia pozwolił na to, że melodyjka stworzona w Sejnach na Suwalszczyźnie przez p. Radosława Liszewskiego mogła być skutecznie rozdystrybuowana w sieci, eterze i pod strzechami.

Pamiętajmy też, że nasza, polska muzykalność sprowadza się raczej do słuchania muzyki niż grania na instrumentach. Co - jak można podejrzewać - wynika z niskiego standardu edukacji muzycznej. Stąd też można domniemywać dalej, że duża podaż disco-polo trafia na podatny grunt. I niedawny sukces zespołu Weekend z jednej strony może mieć wiele wspólnego z popytem na muzykę. Badania w tym zakresie prowadził Tomasz Szlendak i Arkadiusz Karwacki, którzy wykorzystując tzw. koncepcję poziomicy Richarda Wilkinsona i Kate Pickett doszli do wniosku, że jakość popkultury w danym kraju koreluje negatywnie z poziomem nierówności społecznych. I tak: im mniejsze nierówności społeczne, tym wyższy poziom popkultury, zaś obniżanie się poziomu popkultury, rozumiany np. przez wzrost popularności disco-polo, łączy się zwykle z rosnącymi nierównościami społecznymi, które mierzone są za pomocą współczynnika Giniego. Wzrost popularności disco-polo powinien zatem łączyć się ze wzrostem wysokości współczynnika Giniego, który w Polsce w ostatnich latach jednak malał. Szlendak i Karwacki mają rację wyjaśniając, dlaczego czeska lub szwedzka popkultura pozbawiona jest tak wielu Dod, Feelów i Weekendów, ale mówienie o wzroście popularności disco-polo z tej właśnie perspektywy jest nieuprawnione.
 
W świadomości niektórych wykonawców tego gatunku sprawa wygląda nieco inaczej. Przykładowo lider zespołu Weekend – p. Radosław Liszewski, który mówił, że [Polska kocha disco-polo - ZS] „za lekkość tematu, za to, że nie trzeba tych piosenek rozkminiać, po prostu te piosenki się czuje, słyszy i przy nich się fajnie bawi”. I myślę, że jest w tym część racji, bo w dobie wykładniczo przyrastającej ilości informacji na tematy polityczne, technologiczne bądź związane z gospodarką/rynkiem pracy wiele osób potrzebuje odskoczni – świata, w którym wszystko jest łatwe i przyjemne. Imprezowanie przy disco-polo tę funkcję właśnie pełni. Co więcej – na co uwagę zwracało paru klasyków socjologii, że w rozmaitych kulturach – sytuacje wspólnego tanecznego konsumowania muzyki łączą się z seksualnością. Oczywistością wydaje się przecież, że zarówno dla Polski miejskiej, miasteczkowej, jak i wiejskiej dyskoteki to okazje do zapoznania osób płci przeciwnej w celach okołoreprodukcyjnych. W disco-polo związki te ewidentnie uwidaczniają się w sferze lirycznej piosenek (por. wpis o reprodukcyjnej wymowy piosenk).

Dla samej popularności disco-polo kluczowy nie był maj 2011, czyli data powstania Polo TV. Kluczowe procesy w ramach audytorium popularyzującego disco-polo, czyli studentów mogły mieć miejsce w latach 2006-2010. To znaczy w czasie, gdy disco-polowcy zaczęli pojawiać się na juwenaliach. Jednak nie ma racji wspomniany już Zbigniew Perkowski, który zdawał się sugerować w wywiadzie dla tvn [2:39-3:10], że skoro disco-polo słuchają studenci - ,,nasza przyszła klasa inteligencka, nasi przyszli rządzący" - to ten gatunek nie jest niszą prowijcjonalnego undergroundu. Zauważmy, że owe lata 2006+ to okres, kiedy uniwersytety opuściły roczniki z wyżu demograficznego lat 1977-1985. Podejrzewam, że ów fakt nie pozostał bez wpływu na tzw. kulturalny klimat rozmaitych uczelni. Wydaje się przecież, że gdy z roku na rok zaczęło ubywać maturzystów drogi na uniwersytet zostały otwarte dla tych, którzy uprzednio na uczelnie nie dostaliby się – zwykle ludzi z mniejszych miejscowości. W momencie gdy młodzież hołdująca gustom właściwym mniejszym miejscowościom i słabiej uposażonym finansowo mieszkańcom miast mogła decydować o tym, kogo zapraszać na juwenalia. Zatem to nie disco-polo wkroczyło na uniwersytety, a uniwersytety przystąpiły do disco-polowości.

Do tego wszystkiego warto dodać oczywistą oczywistość, że żyjemy w czasach ułatwionego dostępu do muzyki w Internecie. Przestała działać kultura masowa, w ramach której podaż niemal bezwzględnie kształtowała popyt i puszczanie przez MTV w kółko hitów z Nevermind Nirvany, Black Album Metallicy lub Blood Sugar Sex Magic Red Hot Chilli Papers kreowało nie tylko dane piosenki na hity, ich twórców na idoli, ale nawet gusty muzyczne przekształcało w subkultury muzyczne. Obecnie działa kultura popularna, w której to popyt użytkowników YouTube, iTunes czy LastFM mocniej oddziałuje na medialną podaż. I jako że obecnie mamy dostęp już nie tylko do tego, co jest w radiu i telewizji, to możemy swobodniej wybierać z repertuaru dostępnego w Internecie wspieramy różne nisze, marginalizując pewnie czasem tworzony przez korporacje medialne główny nurt.

***
Ciekawym wątkiem w okół disco-polo jest utożsamianie go z polskością. I myślę, że warto byłoby zrobić badania nad funkcjami disco-polo wśród różnych pokoleń różnych fal emigrantów do różnych krajów. Wiem, że częściowo takie studia są prowadzone w - mojej obecnie macierzystej - Katedrze Muzykologii UWr przez grupę badaczy skupionych wokół prof. Bożeny Muszkalskiej. Badania nad Polonią prowadzone były na Syberii (2006) i w Brazylii (2009). Obecnie planowany jest wyjazd do Australii (2014?), w którym mam nadzieję uczestniczyć i z pewnością disco-polo będzie jednym z naczelnych punktów mojego zainteresowania w tzw. terenie. Dla rozrywki polecam piosenkę Miała baba koguta w wersji polonijnego zespołu weselnego z Brazylii - Coraçao Nativo Polscy Muzikancy. A tak w ogóle, czy to też jest disco-polo?

Share: