poniedziałek, 5 marca 2012

O etykę redaktorską i bladozielone pojęcie (z serii ludzie mejle piszo)


 http://www.salisbury.edu/helpdesk/images/email.jpg

Otrzymywanie korespondencji od czytelników - zwłaszcza tej krytycznej - jest w przypadku prowadzenia bloga nie tylko nieuniknione. Jest ono pożądane i należy być za nie wdzięcznym, więc dziękuję za poświęcony mi czas i przepraszam za ewentualne odciski na palcach. Zgodnie z trzecim celem prowadzenia bloga upubliczniam tę dyskusję. Ów e-dialog tyczył się wpisu o audiofilach. Pomijam autorstwo tych słów, bo krytykę odbieram i odpowiadam ad rem, a nie ad personam. Oto cytat z mejla.
Czy możesz mi napisać dlaczego piszesz i wypowiadasz się autorytatywnie o rzeczach, których nie masz bladego pojęcia jak byś był ekspertem ? I jeszcze wypowiadasz się o przesyle cyfrowym jako znawca i inżynier, a tak naprawdę popełniasz błędy rzeczowe ?? Ponadto chciałem jeszcze zapytać z jakiego powodu piszesz rzeczy obraźliwe o miłośnikach dźwięku i z jakiego powodu podajesz nieprawdziwe dane o rzeczach typu status majątkowy audiofila, ceny systemów i cel tego zajęcia ? prosiłbym Ciebie o odpowiedź, ponieważ napisanie i opublikowanie takiego knota jest zupełnie sprzeczne z podstawową redaktorską etyką i rzetelnością w zbieraniu i przekazywaniu informacji.
Jest to fragment wymiany myśli. Załóżmy, że najbardziej syntetycznie oddaje, o co autorowi chodzi. Ponadto brak tu wątków pobocznych spychających dyskusję na pozamerytoryczny tor i ton. Mam na myśli takie kwestie: ,,każdy miłośnik odbierze to jako niesprawiedliwość i atak'', ,,robisz burzę w szklance wody'' czy ,,[n]ie ośmieszaj się''. Dostrzegam tu pięć wątków.


1. Że ,,wypowiada[m] się autorytatywnie o rzeczach, których nie ma[m] bladego pojęcia, jakby[m] był ekspertem''. 

Zakładam, że brakuje tu literki ,,o'' sugerującej, że w rzeczony sposób wypowiadam się o rzeczonych kwestiach, a nie że owych rzeczy nie mam. Przeczytałem swój wpis kilka razy i nadal nie wiem, w którym miejscu wypowiadam się autorytatywnie oraz jakbym był ekspertem. Wyjaśnię, że przywołując opinię znanego mi eksperta-elektronika napisałem, że kwestia jego oceny jakości przesyłu sygnału przez kable USB jest - cytuję siebie - ,,do sprawdzenia''. Relacjonuję (zgodnie z herodotowskim relata refero) więc opinię, która przez to jest ciekawa, że wielu może wydać się kontrowersyjna. 

Dodam, że nie czuję się ekspertem nawet w dziedzinie socjologii muzyki, której uczę się zaledwie od października 2006 roku. Wiem, że istnieje coś takiego, jak blogi eksperckie, lecz niniejszy blog nie ma takiego charakteru. Przynajmniej póki co.


2. Że ,,wypowiada[m ]się o przemyśle cyfrowym jako znawca i inżynier, a tak na prawdę popełniam błędy rzeczowe''.

Znowuż relata refero. Ale też pewnie i współczynnik humanistyczny, bo mniej we mnie z naturalisty niż antynaturalisty, że odwołam się do znanego sporu metodologicznego.


3.Że ,,pisz[ę] rzeczy obraźliwe o miłośnikach dźwięku''. 

Słownik Języka Polskiego podaje, że obrażać kogoś to: naruszać czyjąś godność osobistą słowem lub czynem. Nie wiem, w jaki sposób naruszam godność osobistą audiofilów. Pewnie nazbyt kąśliwie opisałem egzaltację recenzenta kabla USB z przywoływanego uprzednio linku. Poprawiam więc owo zdanie we wpisie na: ,,Autorowi recenzji brzmienie kabla spodobało się''. Fakt faktem rola społeczna i zawodowa - że tak powiem - zmusza autora do takich, a nie innych działań. W tym wypadku mocnej, jednoznacznej pochwały recenzowanego sprzętu.


4. Że ,,podaj[ę] nieprawdziwe dane o rzeczach typu status majątkowy audiofila, ceny systemów i cel tego zajęcia''.

Nie podaję, jaki jest status majątkowy audiofila (wydaje mi się, że nic nie napisałem o stanie portfela Szanownych Audiofilów). Piszę za to o symbolu statusu społecznego oraz o lokalizacji w strukturze zawodowej audiofilów, powołując się na artykuł Marca Pelmana. Cena systemów audio jest przykładowa. Nic w wymowie artykułu nie zmieni się, jeśli podaną przeze mnie kwotę 100 000 PLN podzielimy przez dwa albo nawet przez dziesięć. Chodziło mi po prostu o to, że są one dość drogie. Nie piszę także o celu w bycia audiofilem (sic!). To czego dokonuję, to socjologiczna interpretacja zjawiska społecznego w dodatku odnosząca się do branżowej literatury, nie zaś całkowita kreacja własna.


5. Że w efekcie ,,opublikowa[łem] takiego knota'', co ,,jest zupełnie sprzeczne z podstawową redaktorską etyką i rzetelnością w zbieraniu i przekazywaniu informacji''.

Konsultacje z Adamem Czechem i Igorem Pietraszewskim, czyli dwoma doświadczonymi socjologami muzyki nie wykazały większych uchybień socjologicznych, aczkolwiek przypomniano mi o tym, co we wpisie celowo pominąłem, zostawiając pole do dyskusji. Testuję wszak różne praktyki dyskursywne. Chodzi o to, że wartość użytkowa różnych, nieco droższych przedmiotów (zegarków, piór, portfeli...) skorelowana jest pozytywnie z ceną tylko do pewnego pułapu cenowego. Po jego przekroczeniu - pozwolę sobie sparafrazować słowa Adama Czecha - grają pieniądze, a nie kable. Podobnie jest z zegarkami, szminkami i tym wszystkim, do czego częściowo nawiązuje w niedawnym blogowym wpisie Tomasz Szlendak

Nie mnie oceniać, czy opublikowałem knot (zakładam, że to słowo oznacza tekst niskiej wartości a nie część znicza). Jeśli tak jest to przepraszam wszystkich czytelników i obiecuję poprawę:-)

Nie wiem, czym jest etyka redaktorska. Nie znalazłem kodeksu etyki redaktorskiej. Zatem pomijam wątek. Co do rzetelności w zbieraniu i przekazywaniu informacji, to przekonany jestem, że zachowuję ją zgodnie z wymienioną już postawą metodologiczną i przekazuję, co usłyszałem. Zachowuję się jak fenomenolog, który abstrahuje od prawdy ,,przez duże P'', skupiając się na przekonaniach, wyobrażeniach czy opiniach, czyli tego, co socjologów interesuje. Mistrzem socjologii nie jestem, lecz bladozielone - takie w kolorze okładki podręcznika Sztompki do TZSów - pojęcie o niej mam. O innych rzeczach tu nie piszę.


***
Na dolnym marginesie dodam, że chyba uświadomiłem sobie, jak ważną kompetencją w naukach społecznych jest odróżnianie poziomów dyskursu, czyli tego, co autor twierdzi, co przydołuje (z podaniem źródła) oraz co zakłada i jaki ma tenże autor stosunek do swoich założeń. Cisną się więc na usta słowa Petera L. Bergera o ,,królewskiej grze''. Natomiast wszystkim, których - w przeciwieństwie do mnie - śmieszą audiofile polecam blog na którym notorycznie obraża się ich ,,uczucia religijne''.
Share:

0 komentarze:

Prześlij komentarz