poniedziałek, 2 stycznia 2012

Co ma wspólnego muzyka z alkoholem?

http://in2eastafrica.net/wp-content/uploads/2011/10/bottles.jpg



Z a i n t e r e s o w a n i e
 
Przebywając na stypendium w Instytucie Muzykologii i Medioznawstwa na Uniwersytecie Humboldtów w Berlinie, odwiedziłem znajomą, która mieszka w Hamburgu i byłem na eksperymentalnym koncercie zespołu jej męża. Grupa ta zwykle gra flamenco, a tym razem próbowała swoich sił w łączeniu go z muzyką bałkańską i orientalną. Jednak nie chcę pisać o wspólnocie genetycznej flamenco i muzyki bałkańskiej z muzyką orientalną, w związku z obecnością Turków na Półwyspie Bałkańskim i Arabów na Półwyspie Iberyjskim. Tym bardziej nie wiem, jak prawomocnie i zasadnie odnieść to do sytuacji domniemanej wielokulturowości miast portowych w rodzaju Hamburga, czy migracji tureckiej do Niemiec. Zastanowiło mnie co innego: alkohol w relacji z muzyką.

Koncert odbywał się w wielofunkcyjnej sali, która czasami jest salą gimnastyczną. Kiedy indziej znowu salą koncertową albo galerią sztuki. Mieści się ona „na zapleczu” restauracji, której pracownicy zresztą gastronomicznie obsługiwali koncert. Dlatego, że nieco zgłodniałem, to udałem się do minibaru, gdzie okazało się, że nie ma w sprzedaży nie tylko dań z restauracji, ale też przekąsek (paluszki, chipsy...). Posiłki te były osiągalne do godziny 21. Za to w sprzedaży jest alkohol i sok pomarańczowy, mniejsza o ceny – chodzi o sam repertuar trunków. Pięć rodzajów piwa, trzy rodzaje wina i spora kolejka, zarówno przed koncertem, jak i w jego przerwach. 

P y t a n i a

Z autopsji znałem do tej pory tylko koncerty z filharmonii/opery, postpunkowych spelun, spędów w rodzaju Przystanku Woodstock i studenckich juwenaliów. Dwa kompletnie odmienne społeczne światy nie tylko pod względem ilości i sposobu spożywania alkoholu. Od widoku delikatnych quasi-dam sączących likier przy rozmowie o podróżach all inclusive do słonecznej Italii we foyer (Opera Nova, Bydgoszcz, marzec 2005) aż po osranych, czterdziestoletnich punków leżących w wymiotach w słoneczny, niedzielny poranek pod ubikacją typu toi-toi (Przystanek Woodstock, Kostrzyn n. Odrą, sierpień 2005). Koncert flamenco lokował się gdzieś między typowym koncertem muzyki popularnej, gdzie albo odbiór muzyki następuje np. po przez tzw. pogo a koncertem muzyki zwanej klasyczną. Intreumentarium popularne, kompozycje nieco bardziej złożone, ale publiczność jest ukrzesłowiona (słowo dr Marzeny Żylińskiej, autorki bloga Neurodydaktyka) a i w dodatku – według mojej znajomej – obowiązuje jakiś dress code, więc bluzę z kapturem muszę zamienić na czarną, świeżo wyprasowaną przez nią koszulę, należącą do jej męża. 

Podstawowe pytanie to, po co więc alkohol na koncertach i muzyka w pubach? Jak to się dzieje, że te dwie ,,rzeczy'' współwystepują? Nie do pomyślenia przecież jest festiwal muzyki popularnej bez patronatu jakiegoś browaru, czego emblematycznym przykładem jest Open'er.



W y j a ś n i e n i e

Dylemat okazał się nie tyle banalny, co badany wielokrotnie. Zgodnie z wynikami eksperymentalnych badań prowadzonych od początku lat 1980tych przez amerykańskich psychologów społecznych sama obecność muzyki zwiększa ilość spożywanego alkoholu [por. Gugen 2008: 1]. W pubach i restauracjach, w których nie gra muzyka alkohol zamawiany jest rzadziej. Z kolei włączenie muzyki – jak pokazują ukryte obserwacje – sprawia, że klienci bardziej skorzy są do zamawiania alkoholu. Co więcej, pogłośnienie muzyki skutkuje jeszcze większą konsumpcją alkoholu, lecz – moim zdaniem – nie chodzi tu o prost(ack)ą zasadę, im głośniejsza muzyka, tym więcej spożytego alkoholu. Wykres ze stałym wzrostem jest nierzeczywisty. Myślę, że po przekroczeniu pewnego (nie znalazłem badań, konkretyzujących to, więc jest to sprawa do zbadania) poziomu decybeli, klienci będą mniej skłonni spożywać alkohol. Bardziej adekwatnym wykresem zależności będzie więc wg mnie parabola, ukazująca punkt załamania wzrostu konsumpcji alkoholu przy ciągle wzrastającym poziomie głośności muzyki. Lecz takie ekstrema nie były badane.

Okazało się, że w 2008 roku grupa francuskich psychologów w periodyku o ciekawej nazwie Alcoholism. Clinical and Experimantal Research opublikowała artykuł sprawozdający eksperymentalne badanie na przykładzie osób pijących piwo dotyczące relacji głośności muzyki do zachowań alkoholowych. Zespół dowodzony przez Nicolasa Gugena w eksperymentalnym studium z 2008 roku zastosował dwa poziomy głośności puszczanej muzyki: 72 dB (czemu odpowiada np. poziom hałasu na zakorkowanej ulicy) oraz 88dB (czyli natężenie dźwięku zbliżone do hałasu pracującej kosiarki). Skutkiem zwiększenia głośności muzyki o 16dB było przyśpieszenie konsumpcji alkoholi. Do tego miejsca wszystko jest jasne, ale pojawia się pytanie dlaczego muzyka działa na jednostki i grupy ludzi w przestrzeni publicznej w taki sposób. Na to pytanie autorzy odpowiadają, że w dwójnasób: na pół metafizycznie i pragmatycznie. Po pierwsze muzyka wprowadza jakiś rodzaj pobudzenia, które skłania ludzi do picia alkoholu w ogóle oraz picia go szybciej, jeśli jest głośniejsza. To właśnie metafizyka - nieznane tłumaczone jest innym nieznanym. Po drugie głośna muzyka w pubach, czy pewnie też na koncertach, uniemożliwia standardową komunikację międzyludzką, więc nic innego ludziom nie pozostaje, jak zaglądać do kieliszka czy pokalu. 


Trudno dyskutować z drugim, pragmatycznym wyjaśnieniem, które jest trafne, aczkolwiek wydaje się, że problem paralelności muzyki i spożywania alkoholu nie jest tylko kwestią praktyki. Występowanie owego pobudzenia (arousal) z perspektywy socjologicznej należy jednak potraktować jako sytuację społeczną, w której uczestnictwo jednostek w interakcji dominuje nad odcinaniem się ich od siebie. Zarówno muzyka, jak i alkoholizowanie się (to drugie to w tzw. ,,umiarkowanych dawkach'') sprzyja uspołecznieniu i towarzyskości, że po raz kolejny odwołam się do wyświechtanych zapewne koncepcji Georga Simmela, berlińczyka o wrocławskich korzeniach zresztą.

Innymi słowy, raz z ilością wypitego alkoholu w danej grupie spada „czujność” kontroli społecznej na łamanie norm zachowania się w miejscach publicznych (hipoteza) a także – że przywołam myśl Andrzeja Zybertowicza – zrównuje się mikrostruktura społeczna. Działanie alkoholu na mózg sprawia, że jego obszary odpowiedzialne za bardziej skomplikowane procesy intelektualne są otępione i następuje wolniejsze przekazywanie bodźców nerwowych na synapsach na tyle, że jednostki, u których dzieje się to sprawnie mogą łatwiej komunikować się z jednostkami u których obszary odpowiedzialne za pracę umysłową nie są tak sprawne. Może dochodzić do dialogu na uwspólnionym poziomie. Muzyka wzmaga to jeszcze dodatkowo. 


Poza tym muzyka i alkohol pełnią podobne, relaksacyjne funkcje, mówiąc strukturalistycznie lokują się po stronie wypoczynku, nie zaś pracy. Szczególnie jeśli to tej pary dokłada się trzeci element, jakim jest taniec. Moje międzykulturowe doświadczenia - ale nie tylko - wykazują, że kwestia jest bardziej uniwersalna niż partykularna [por. foto poniżej]. Przecież łączy się - moim zdaniem mocniej - z oddziaływaniem fal dźwiękowych na mózg oraz alkoholu na krwiobieg i mózg a nie kulturowym kształtem socjalizacji.


P o d s u m o w a n i e
1. Obecność muzyki koreluje pozytywnie z ilością wypijanego alkoholu.
2. Umiarkowanie większa głośność muzyki przyśpiesza konsumpcję alkoholu. Może dlatego, że przy głośnej muzyce alkohol smakuje nam jako bardziej słodki, jak donoszą brytyjscy uczeni (tu tekst oryginlny)?
3. Słuchacze niektórych gatunków muzyki spożywają więcej alkoholu niż słuchacze innych gatunków. Choć o tym nic nie napisałem, bo nie miałem danych nt. słuchaczy flamenco. 

To dlaczego na hamburskim koncercie było wiele rodzajów alkoholu i długa kolejka do baru? Przede wszystkim mieliśmy do czynienia z relaksacją osób pracujących w piątkowy wieczór przy muzyce i kilku głębszych. Tu niezbędne wydawało się spłaszczenie mikrostruktury społecznej, zniwelowanie różnic między przedstawicielami różnych profesji czy i klas ekonomicznych niemieckiego społeczeństwa, aby mogła wystąpić towarzyskość. Ponadto koncert jest dość głośnym wydarzeniem, a to wzmagała potrzeby alkoholowe. Natomiast szeroka gamma alkoholi dostępnych w sprzedaży to wynik tego, że kultura konsumpcji w Niemczech stoi na wyższym poziomie (obrotu gospodarczego) niż w Polsce.

A co ma wspólnego muzyka z alkoholem? Sądzę, że społeczne, czy nawet uspołeczniające funkcje.

Wieloaspektowe związki między muzyką a alkoholem są z pewnością materiałem, który można ujmować wielorako. Poruszyłem pewnie nie wielki obszar tego problemu. Może trwający właśnie karnawał zainspiruje kogoś z tzw. Returning Visitor (mówiąc językiem Google Analitics) do tego, aby coś np. o roli alkoholu w inspirowaniu potencjału twórczego kompozytorów wymyślić!
Share:

8 komentarzy:

  1. "W pubach i restauracjach, w których nie gra muzyka alkohol zamawiany jest rzadziej."

    Więc jak nie będę włączał muzyki w domu, to skończą się moje alk problemy? : P

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie przyrównywałbym domu do pubu/restauracji. Bo w tym pierwszym - zakładam, że - masz na myśli picie raczej samemu. Więc wyłączenie muzyki właśnie niekoniecznie może ,,rozwiązać problem''.

    Problemy alkoholowe mogą być przecież kwestią indywidualna/biologiczną. Nie bez tzw. kozery mówi się, że alkoholik to ten, kto pije, bez towarzystwa.

    Wyłączanie muzyki w domu to dość często włączanie sobie towarzystwa, bo przecież czyjś głos słyszymy, ktoś jeszcze jest z nami w pokoju. Czyli też jest to włączanie sobie towarzystwa do picia.

    Czyli na dwoje babka wróżyła? Myślę, że nie do końca. Ale jeżeli masz ochotę prowadzić dzienniczek eksperymentatora, to będę wdzięczny jeśli podzielisz się nim ze mną;-)!

    OdpowiedzUsuń
  3. Pozytywna korelacja głośności muzyki i spożycia alkoholu jest faktem, ale warto zauważyć (co autor nieśmiało zasugerował m.in. w punkcie trzecim podsumowania), że z określoną muzyką wiąże się określony rodzaj alkoholu (co wprost wynika z faktu, że przy określonej muzyce gromadzą się określone grupy ludzi). Jest to także elementem społeczno-kulturowych stereotypów: punki i metale piją tanie wino i piwo, fani rocka nie pogardzą whisky, amatorzy muzyki klasycznej raczą się winem, zaś stare plemiona konsumują swoiste "wywary miejscowego Panoramixa", etc. Związku muzyki i alkoholu możemy również doszukać się w społecznym znaczeniu tychże elementów - co zresztą autor zauważył - albowiem oba są przypisane do sfery czasu wolnego, rozrywki, jakże charakterystycznego dla "homo ludens" (por. koncepcję J. Huizingi dotyczącą czasu powagi i czasu karnawału).
    Przy okazji odnosząc się do wspomnianej w tekście hipotezy "spłaszczenia mikrostruktury społecznej" (którą osobiście wolę nazywać "spłaszczeniem statusów społecznych" - lingua poetica, wiadomo o co chodzi ;) ), to należy podkreślić (z tekstu nie wynika to wprost), że ów zjawisko ma miejsce nawet w sytuacji braku muzyki, gdyż sam alkohol jest tutaj zarówno bodźcem, jak i środkiem prowadzącym do wspomnianego stanu. Niewątpliwie jednak różne sytuacje społeczne bazują na pozytywnej korelacji alkoholu i muzyki - czy to omówione w tekście koncerty, festiwale, spotkania pubowe, ale także wesela, imprezy rodzinne okolicznościowe (urodziny, imieniny) czy inicjacyjne (osiemnastki), itd.
    I ostatnia uwaga własna: jakkolwiek kuszące jest poszukiwanie źródła zależności akustyczno-alkoholowej w ludzkim organizmie (mózg), bo ewentualny sukces daje silne podstawy naukowe, to tutaj zachowałbym pewien sceptycyzm, zaś entuzjastycznie spoglądałbym na genezę tej zależności w zamierzchłych czasach ludzkiej historii społecznej.

    [PS. Niniejszy komentarz powstał przy akompaniamencie muzycznym, bez udziału napojów wyskokowych ;) ]

    OdpowiedzUsuń
  4. Korelacje typu alkoholu i typu muzyki zostawiłem z boku, bo zaczęło się od koncertu muzyki świata, o której nie miałem danych. Jeśli chcesz - Barney - dokładniejszych omówień tematu, to chętnie podeślę Ci odpowiedni plik/link, bądź omówię to na blogu następną razą.

    Jasne - pełna zgoda, że spłaszczenie statusów społecznych zachodzi przede wszystkim dzięki alkoholowi. Muzyka nie ma wg mnie takich zdolności.

    Mógłbyś rozwinąć wątek z 'zamierzchłymi czasami ludzkiej historii społecznej', bo zaciekawił mnie on!

    Nie za bardzo zrozumiałem przykład o 'starych plemionach' i 'miejscowym Panoramixie'.

    OdpowiedzUsuń
  5. Komentarz odnośnie korelacji typu alkoholu i muzyki nie był wytknięciem braków, lecz sugestią (niekoniecznie właściwą) co do kierunku dalszych wniosków. Temat jest interesujący, dlatego z chęcią przeczytam Twój wpis poświęcony tej kwestii. Polecam opis badania związanego z omawianą korelacją: http://clearinghouse.missouriwestern.edu/manuscripts/253.php

    Być może zaciekawi Cię także serwis Drinkify (http://drinkify.org), który co prawda pozostaje w konwencji humorystycznej, niemniej jednak nawiązuje bezpośrednio do powyższej kwestii.

    Co do "zamierzchłych czasów ludzkiej historii społecznej" (być może słowo "ludzkiej" można pominąć), to chciałbym rozwinąć ów wątek, jednak sam dopiero przeszukuję ową historię, aby znaleźć potwierdzenie takiej hipotezy: skoro związek ludzi i alkoholu istnieje od dawna (co najmniej od 8 tys. lat - zob. http://www.michaeledunlap.com/media/pdf/alcohol-briefhistory-11-06.pdf), to ów związek musiał jakoś wpłynąć na pozostałe sfery kultury (w tym muzykę) i być może jest to wpływ na tyle silny, że stał się elementem dziedzicznej pamięci społecznej (por. http://www.indiana.edu/~engs/articles/ar1096.htm). Zatem na chwilę obecną jest to intuicja badawcza, która motywuje do zapoznania z szeroką literaturą wydaną zagranicą (np. "Drinking occasions:
    comparative perspectives on alcohol and culture" Dwight B. Heath) i w Polsce (np. "Kulturowa historia alkoholu" Iain Gately - zob. też: http://www.polityka.pl/kultura/aktualnoscikulturalne/1522503,2,wielka-literatura-alkoholowa.read).

    A w przykładzie o "starych plemionach" i "miejscowym Panoramixie" chodziło mi o to, że niektóre społeczności istniejące w minionych okresach historycznych (i pozostałe po nich plemiona) miały swoje "napoje wyskokowe" (np. http://barmani.eu/alkohole-swiata/destylaty-zbozowe/chicha-indianska-wodka), których (być może) używano podczas rytualnych "imprez". To taki nieudany żart słowny z mojej strony ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Barney, dzięki za wyjaśnienia! Teraz po kolei:
    1. drinkify.org/ naprawdę wciąga, ale szkoda, że po 3 godzinach się nuży;)
    2. sprawa biologicznych fundamentów ludzkiego zainteresowania alkoholem zaciekawiła mnie razu pewnego w sklepie monopolowym, jak zobaczyłem likier Amarula, który ponoć jest robiony z owoców, które w zgniłej formie spożywają słonie. Po to, by się odurzyć! Polecam też ten fragment: http://tnij.org/pke8
    3. to, że nie zrozumiałem żartu z Panoramixem, to nie znaczy, że jest nieudany

    OdpowiedzUsuń
  7. No wiadomo,że jak człowiek sobie trochę wypije, to podoba się wszystko co głośne i wesołe..ewentualnie rzewne, zależy od nastroju;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam uwagi do fragmentu : cyt. "Zespół dowodzony przez Nicolasa Gugena w eksperymentalnym studium z 2008 roku zastosował dwa poziomy głośności puszczanej muzyki: 72 dB (czemu odpowiada np. poziom hałasu na zakorkowanej ulicy) oraz 88dB (czyli natężenie dźwięku zbliżone do hałasu pracującej kosiarki)."
    - po dB brakuje literek określających czego decybel dotyczy;
    - podane wartości są bardzo zaniżone. Nikt chyba nie zgodzi się, że kosiarka jest głośniejsza od zakorkowanej ulicy chyba, że pomiar ulicy jest dokonywany z oddali a kosiarki z bliska. Można spotkać wyniki o wartości 90 - 100 dBA odnośnie głośnej ulicy.

    Jeśli przekroczy się pewien poziom głośności ucho zadziała po chwili jak kompresor akustyczny tyle, że to młoteczek i kowadełko usztywni błonę bębenkową aby zabezpieczyć ją przed uszkodzeniem co w efekcie stłumi głośne dźwięki i usłyszymy je jako cichsze. Zmieni nam się również barwa dźwięku, co jest naturalną rzeczą przy zmianie głośności. Są tabelki w których jest pokazana ta zależność między głośnością a czasem po którym ucho zacznie nas oszukiwać. Na stronie http://www.sengpielaudio.com/TableOfSoundPressureLevels.htm znaleźć można niebieską tabelkę.

    How long can a person endure a certain noise level before hearing impairment occurs?

    Sound Pressure Level Sound pressure Permissible Exposure Time
    115 dB 11.2 Pa 0.46875 minutes (~30 sec)
    112 dB 7.96 Pa 0.9375 minutes (~1 min)
    109 dB 5.64 Pa 1.875 minutes (< 2 min)
    106 dB 3.99 Pa 3.75 minutes (< 4 min)
    103 dB 2.83 Pa 7.5 minutes
    100 dB 2.00 Pa 15 minutes
    97 dB 1.42 Pa 30 minutes
    94 dB − − − − − − − − 1.00 Pa − − − − − − 1 hour − − − − − − − − − − − − − −
    91 dB 0.71 Pa 2 hours
    88 dB 0.50 Pa 4 hours
    85 dB 0.36 Pa 8 hours
    82 dB 0.25 Pa 16 hours

    Odnosząc to do przykładu w tekście z eksperymentu słuchania przy 88 dB zaryzykować można tezę, że mamy maximum 4 godziny słuchania do momentu kiedy słuch się stępi na tyle, że sami poprosimy o pogłośnienie muzyki, która po tym czasie wyda się cichsza.
    I drugą tezę, że przy poziomie 88 dB aby uszy nie bolały sami poprosimy o alkohol w celu znieczulenia.

    OdpowiedzUsuń