sobota, 18 czerwca 2011

Один мат – група Ленинград

fot. z FanPage Lenengradu na FaceBook.com


Leningrad, względnie znany w Polsce rosyjski zespół, nie jest ciekawy przez to, że jego muzyka oraz śpiew Siergieja Sznurowa celnie trafia w mój gust muzyczny. W kontekście tego bloga bardziej interesujący jest odbiór Leningradu, zwłaszcza przez osoby rosyjskojęzyczne, zwłaszcza te, z którymi miałem przyjemność często wchodzić w interakcje w minionym roku akademickim. Zdają mi się one (o czym mnie poza moją intuicją one same zapewniały) dość reprezentatywne dla swego regionu. Gruzinka, dwie Ukrainki, Kazaszka, Rosjanin, trzech Ukraińców i trzech Uzbeków. Według 9 na 11 wymienionych osób, Leningradu nie przystoi słuchać ludziom wyżej wykształconym, ponieważ to zespół dla ordynarnych prymitywów (низкий социальный класс). Szczególnie drażniące dla wykwintnego, rosyjskojęzycznego ucha okazują się gęsto naszpikowane wulgaryzmami teksty p. Sznurowa (por. poniżej). 


Cóż, w tamtym kręgu kulturowym - jeśli zaobserwowane przeze mnie prawidłowości mają przełożenie na jakikolwiek szerszy społeczny kontekst - najwidoczniej podziały społeczne są na tyle drastyczne, że słuchanie muzyki nieodpowiedniej, niedopasowanej do swojej warstwy społecznej jest poddawane negatywnym sankcjom kontroli społecznej (choć co prawda nie są to najostrzejsze jej narzędzia).

A w Polsce, jak wygląda sprawa słuchania tej muzyki pochodzącej z kraju byłych zaborców? Wedle moich - znowu fragmentarycznych z pewnością - obserwacji całkowicie inaczej. Znani mi słuchacze/fani Leningradu to w 9 na 12 przypadków osoby z wyższym wykształceniem - studenci, menedżerowie, nauczyciele, doktoranci... 

Dlaczego tak się dzieje? Część odpowiedzi dałem już. Precyzując, sądzę, że sprawa słuchania i nie słuchania Leningradu w Polsce i za jej wschodnią granicą (tj. w krajach byłego ZSRR) nie wynika z tego faktu, że mniejszy odsetek Polaków rozumie i mówi w języku Puszkina i Putina, więc nie rozumie ordynarności słów śpiewanych przez Sznura. Te najbardziej charakterystyczne słowa, jak Блядь, пизда, ебать czy хуй są przecież doskonale rozumiane. Jednak sądzę, że wielu Polaków one po prostu nie rażą , a nawet podobają się im. Ironicznie, bo ironicznie, ale jednak nie obrzydzają, a budzą uśmiech. Myślę, że sęk tkwi w strukturze społecznej, tj. w fakcie, że w Polsce istnieją mniej drastyczne nierówności społeczne. Więc używanie takich słów nie jest super mocno skorelowane z własną lokalizacją w strukturze społecznej. Klną politycy, dziennikarze czy tzw. celebryci.W Polsce to nie wstyd, tak jak nie jest wstydem słuchanie Leningradu.

Lecz w przypadku polskiej recepcji Leningradu też - moim zdaniem - obserwujemy prawidłowości strukturalne. Przecież - odwrotnie niż w krajach Wspólnoty Niepodległych Państw - Leningradu słucha jakoś (raczej luźno) pojęta elita. Osoby, które mają dostęp do szerokopasmowego Internetu, czytają recenzje muzyczne w cotygodniowej prasie opiniotwórczej itp.

A co tam za wschodnią granicą w Piterze u p. Sznurowa i jego kolegów?  Otóż dość dobrze, ponieważ grupa po około trzyletniej nieobecności na tzw. scenie  wydała nową płytę. Хна (Henna) przesłuchałem dość pobieżnie, naciskając wielo- naprawdę wielokrotnie repeat w Winampie na wybranych utworach. Największą różnicą w porównaniu z poprzednimi nagraniami grupy jest uzupełnienie składu o p. Julię Kogan, wokalistkę o wykształceniu muzyczno-teatralnym (zob. wywiad) - nie mylić z sopranistką o tych samych personaliach! Muzycznie płyta jest ,,bardziej ugłaskana'', mniej na niej tzw. brudnych, garażowych brzmień niż na Пираты XXI века czy Маде Ин Жопа. Muzyka jest lżejsza i łatwiejsza w odbiorze niż na Мат Без электричества. Czyżby więc Leningrad celował w rosyjskojęzyczne elity krajów WNP? Czyżby coś w społecznej strukturze gustów Rosjan się zmieniało? Myślę, że nie. Skłaniam się raczej do tego, że ktoś - jak Piotr I Wielki bojarom - skrócił Leningradowi rosyjską brodę, by spopularyzować zespół w Europie Środkowej i Zachodniej. Kto nie wiem, ale myślę, że nie było to zbyt dobre posunięcie, bo podejrzewam, że Leningrad lubiany był w tej części świata właśnie za tę brodę. Na szczęście broda została skrócona, a nie obcięta i - miejmy nadzieję, że - odrośnie.



Jaką funkcję pełni dodanie ostatniej frazy wypowiedzianej przez tę znaną Panią?

 
Piosenka Dr. House nie pochodzi z albumu Henna.
Share:

0 komentarze:

Prześlij komentarz