czwartek, 20 kwietnia 2017

"Zakazane piosenki" - dokument życia społeczno-muzcznego pod niemiecką okupacją




Na marginesie trzech artykułów, które jakiś czas temu napisałem wrzucam tu wątki, które były w nich najważniejsze albo które w ogóle w nich nie znalazły się. Wyróżniam trzy znaczenia określenia zakazane piosenki: ścisłe, opisowe oraz metaforyczne. W ścisłym sensie (1.) określenie to odnosi się do tytułu pierwszego polskiego powojennego filmu fabularnego. W znaczeniu opisowym (2.) jest to zbiór repertuaru, którego publiczne wykonywanie uchwałą okupacyjnych, niemieckich władz zostało zakazane. Natomiast w rozumieniu metaforycznym (3.) zakazane piosenki to polska wersja pieśni protestu (ang. protest songs). Porządkując te znaczenia chronologicznie trzeba wskazać, że znaczenie opisowe jest pierwotne, znaczenie ścisłe jest wtórne, a znaczenie metaforyczne powstało w postpamięci obu poprzednich (czyli w pamięci pokoleń, które nie doświadczały rzeczywistości okupacyjnej).

Uważam jednak, że znaczenie ścisłe jest najważniejsze w sensie sprawczym, bo wg mnie nie mówilibyśmy o repertuarze muzycznym warszawskiej ulicy jako o zakazanych piosenkach, gdyby nie film pod tym tytułem.



Zakazane piosenki jako dokument życia społecznego w niemieckiej okupacji

Celem nakręcenia filmu było ukazanie zdarzeń i nastrojów przeżytych pod hitle­rowskim terrorem. Autorzy chcieli tego dokonać ocalając od zapomnienia okupa­cyjną piosenkę autentycznej formie – chcieli pokazać, że i ona potrafiła walczyć. Przede wszystkim świadczą o tym słowa na planszy otwierającej seans.
Bohaterem tego filmu jest piosenka. Naiwna, nieskomplikowana, ale prawdziwa. W najcięższym okresie okupacji potrafiła ośmieszyć wroga, podnieść ludzi na duchu, natchnąć optymizmem. I dlatego zasłużyła sobie na film [Zakazane piosenki (dalej ZP): 00:01:30 – 00:01:45].
Film w reżyserii Leonarda Buczkowskiego ze scenariuszem Ludwika Starskiego miał być średniometrażową produkcją, w której zostały utrwalone antyniemieckie piosenki z okresu okupacji w wykonaniu autentycznych śpiewaków ulicznych.

 Ogłoszenie z Rzeczpospolitej, 15 września 1945, s. 4

Pierwotny dokumentacyjny charakter filmu został sfabularyzowany, czyli uzupełniony np. o przedstawienie pewnych typów osobowych. Zbigniew Pitera wylicza tych – jak to nazywa: archetypów tradycji narodowej – kilkanaście:
Dzielny młodzian – bojownik podziemia; partyzant i wierna narzeczona – dziewczyna z kon­spiracji przewożąca broń; matka – zatroskana, ale wyrozumiała dla patriotycznych poczynań młodzieży; tchórzliwy sąsiad; gotowe do największych poświę­ceń dzieci; handlarze z przedmieścia i okolicy, pełni ludowej krzepy i rubasznego humoru; ukrywający się Żyd; gorliwa volksdeutschka; okrutni gestapowcy i głupi żandarmi – no i cała galeria ulicznych śpie­waków obojga płci i wszelkiego wieku [cyt. za: Pitera 1974: 17].
Wnioskiem jednak nie ma być to, że zakazane piosenki obrazują, to jak piosenka (a przez nią muzyka w ogóle) potrafiła walczyć. Było to przecież założenie twórców. W dyskusji, którą kilka lat temu prowadziłem ze studentami muzykologii z UWr wątek ten wychodził na pierwszy plan. W zakazanych piosenkach można znaleźć nieco więcej treści. Skupmy się jednak na chwilę na samej muzyce z Zakazanych piosenek. Jest ona dość ciekawa, zwłaszcza w odniesieniu do tradycji socjologii muzyki.



Poza polem widzenia Theodora W. Adorno

W latach 30. XX w. Adorno wskazywał na propagandowe używanie muzyki przez III Rzeszę. W tekście O społecznej sytuacji muzyki (1932) analizował poniekąd politykę kulturalną III Rzeszy. Twierdził, że radio stało się uniwersalną paszczą wodza, a muzyka uprzedmiotawia słuchaczy. Po przeprowadzce do USA w tekście O fetyszyzmie w muzyce i o regresji słuchania (1938) podejmował tę samą tezę w stosunku do amerykańskiej muzyki popularnej. Można by rzec, że gdy w Polsce powstawały piosenki, które miały pokrzepić naród w walce z okupantem, którym była właśnie III Rzesza, to Adorno w żaden sposób nie próbował precyzować swoich tez.

Wątki podobne do adornowskich podejmowane są w Zakazanych piosenkach. Jeden z bohaterów wypowiada następujące słowa: okupant dawał banalną i deprawującą muzyczkę – miała zdeprawować polskich niewolników, czyli być dla nich tylko banalną rozrywką. Natomiast muzyka warszawskiej ulicy i tajne koncerty muzyki Fryderyka Chopina pełniły inną funkcję. Miały stawić opór niosąc z sobą inną treść i inne wartości. Repertuar zwany zakazanymi piosenkami miał dawać owo upodmiotowienie, którego brakowało w muzyce popularnej Theodorowi W. Adorno. Przybliżmy więc to, o jaki repertuar chodzi. Zakazane piosenki to zbiór repertuarowy ulicznej warszawskiej muzyki, w którym możemy wyróżnić trzy podzbiory (por. tabela poniżej).


Akompaniament muzyczny zakazanych piosenek to tzw. muzyka podwórkowa (określenie przedwojenne), czyli muzyka kapel folkloru miejskiego. Zwłaszcza chodzi tu o warszawski folklor uliczny, na który mają składać się dźwięki takich instrumentów, jak bandżolka (rodzaj banjo), akordeon, skrzypce, kontrabas albo poprzeczniak (rodzaj bębna). Muzykę, którą współcześnie kontynuują takie zespoły, jak Orkiestra z Chmielnej lub Kapela Czerniakowska. Nie będę się jednak tu rozpisywał o samej muzyce. Pozostawię tylko tezę, że podobny folklor miejski nie był czymś charakterystycznym tylko dla warszawskiej ulicy. Stawiam hipotezę, że pewnie ta moda przyszła z Paryża, ale wymaga to oczywiście dokładniejszego zbadania.




Trzy socjologiczne interpretacje

Podejrzewam, że potencjalnie istnieje wiele socjologicznych podejść do tematu muzyki w czasach wojennych. Nie będę starał się jednak przybliżyć tu ich wszystkich, ale wybiorę kilka, które są dla mnie ciekawsze, czyli najbardziej przekonujące.


A. Paradoks wolności-innowacyjności w sztuce
Zacznijmy od innowacyjności, bo przecież powyższa klasyfikacja repertuaru zakazanych piosenek ukazuje, iż do pewnych innowacji dojść musiało. Brytyjski historyk sztuki, Francis Haskell zastanawiał się, dlaczego w potencjalnie nieskrępowanych warunkach możliwości dla uprawiania sztuki artyści wykazują niską tendencję do wprowadzania innowacji. Natomiast w warunkach ograniczeń i przymusu artyści bardziej skłonni są do przeciwstawiania się narzucanym regułom, co skutkuje poszukiwaniami nowych form wyrazu artystycznego. Ten mechanizm zachowania artystów zwie się w historii i socjologii sztuki paradoksem Haskella.


B. Wojna jako sytuacja społeczna
1 września 1939 roku na antenie Polskiego Radia Stefan Starzyński (prezydent Warszawy w trakcie Kampanii Wrześniowej) wygłosił następujące słowa (od 16 sekundy).


Chciałbym podkreślić pewien ich fragment: całe nasze życie publiczne i prywatne przestawiamy na specjalne tory. (...) Wszyscy jesteśmy żołnierzami. W istotny sposób wpisują się one w kulturową koncepcję wojny Rogera Caillois. Autor w eseju Wojna i sacrum (1950) wskazuje najważniejsze cechy wojny jako sytuacji społecznej. Przede wszystkim zauważa, że wojna deindywidualizuje, czyli sprawia, że kwestie dotyczące wspólnoty biorą górę nad tym, co indywidualne. Ta kwestia w przypadku zakazanych piosenek interesuje mnie najbardziej. Jednak zdaniem francuskiego intelektualisty wojna ma więcej cech. Nie jestem przekonany jednak co do ich trafności, więc wymienię je tylko dla porządku. Wojna to (po drugie) czas, gdy skala marnowania zasobów jest znacznie większa niźli w okresie pokoju. Ponadto wojna stanowi odwrócenie porządku społecznego, bo normą staje się to, co w czasie pokoju uważane jest za zbrodnię. Wojna - konkluduje Caillois - spełnia w społeczeństwie nowożytnym rolę odpowiadającą tradycyjnemu świętu u społeczeństw pierwotnych.

Wróćmy do wojennej deindywidualizacji. Pod względem muzycznym pojęcie to należałoby rozumieć jako sprowadzenie muzyki do pewnego wspólnego odbiorczego mianownika. Jeden ze świadków historii w wywiadzie udzielonym na potrzeby projektu badawczego Archiwum Historii Mówionej wskazywał, że muzyka zakazanych piosenek była  i od serca i pod nogę. Miała się po prostu podobać. Jeden  z bohaterów filmu w pewnym momencie komentuje muzyczną sferę zakazanyh piosenek mówiąc naiwne, nieudolne były te słowa i melodie, ale robiły swoje i dodawały nam otuchy [ZP: 00:11:06 – 00:11:13]. Podkreśla więc funkcjonalny wymiar tej muzyki, która celowo nie miała żadnych wyższych ambicji artystycznych. Na pierwszej planszy przecież już mogliśmy przeczytać, że film dotyczy muzyki naiwnej i nieskomplikowana, ale prawdziwej [ZP: 00:01:30 – 00:01:45].


C. Muzyczne domeny symboliczne

Skoro mówimy o wymiarze funkcjonalnym warszawskiej ulicznej muzyki doby okupacji, to nie sposób odnieść się do koncepcji Lecha Nijakowskiego. Socjolog prowadziła badania nad napięciami związanymi ze znakowaniem przestrzeni publicznej symbolami narodowymi. Takimi jak pomniki czy nazwy ulic, placów, skwerów. Procesy te nazwał tworzeniem dominium symbolicznego, czyli zasadzającego się na władzy nazywania przestrzeni. Nie jest to oczywiście równoznaczne z władzą polityczną (prawodawstwem, skarbowością, sądownictwem...). Można rzec, że tworzenie domen symbolicznych, to element takiej władzy bądź też jej substytut. Nijakowski nie odnosi swojej koncepcji do świata dźwiękowego. Jednak dźwięk podobnie, jak pomnik może znaczyć przestrzeń. W sytuacji okupacyjnej jest to nawet bardziej zrozumiałe. Dźwięk jest efemeryczny i w momencie otwartego konfliktu jest w stanie oznaczać przestrzeń - że tak powiem - partyzancko. Polskość w Generalnej Guberni sprowadzona miała być do sfery prywatnej. Wychodzenie z polską muzyką uliczną we właściwe jej miejsca miało rezonować przekonanie, że tu nadal jest Polska, mimo że nazwy ulic oraz flagi i godła na budynkach użyteczności publicznej mówią co innego. Łamanie zakazu występów było więc muzycznym małym sabotażem.



Poświęcam ten wpis pamięci prof. Jana Stęszewskiego (1929-2016), który obchodziłby dziś swoje 88. urodziny.
Przekonał mnie, że socjologia muzyki może być ciekawa, potrzebna i wbrew pozorom 
(z którymi stykałem się jako student) nie musi być banalna.

Polecił mi wtedy dokonanie socjologizującej analizy filmu "Zakazane piosenki".
Share:

0 komentarze:

Prześlij komentarz