Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka a polityka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka a polityka. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 grudnia 2018

Paderewski i kwestia jego osobistych wpływów

Artur Szyk, Wilson and Paderewski


Instytucje państwowe nie dały nam zapomnieć, że w 2018 roku minęło 100 lat od odzyskania przez Polskę niepodległości. Często personalizując niepodległość, mówiło się o jej twórcach i - ku zgrozie socjologistów - dobrze, bo nieabsolutyzowana rola jednostek w historii jest faktem. I to w dodatku faktem wartym socjologicznego zainteresowania. Mówi więc się o takich jej twórcach, jak Józef Piłsudski, Roman Dmowski, Wincenty Witos, Wojciech Korfanty, a nawet Ignacy Daszyński i właśnie o Ignacym Janie Paderewskim. W jego przypadku mówiło się o tym, że to jego "osobiste wpływy" sprawiły, że Polska odzyskała niepodległość. W tym gronie polityków jest on jedynym artystą i dlatego uznałem, że muszę sobie uporządkować pewne sprawy dotyczące jego osoby w społeczno-muzycznym sensie.

"Paddy" jako celebryta

Zacznę od tego, że przed lekturą książeczki Ludwika Stommy pt. Polskie złudzenia narodowe kojarzyłem go raczej z nazwami ulic niż np. wielką karierą. W szkole pewnie coś było o jego działalności politycznej u zarania II RP, ale nie myślałem o Paderewskim jako o wielkim patriocie czy mężu stanu. Stomma pisał, że szkolne mówienie o patriotyzmie Paderewskiego to nudna sztampa, bo życie autora Manru obfitowało w wiele fascynujących wydarzeń. Przytaczana przez Stommę faktografia pochodzi z pracy Erica Lipmanna pt. Paderewski. L'idole des annees folles (Paryż, 1984, pl. Paderewski. Idol szalonych lat) choć pewnie źródła i opracowania w tym zakresie można mnożyć. Czytamy więc, że w pod koniec XIX w., w czasach niemal wiktoriańskich

był Paderewski postacią fascynującą tłumy na całym świecie — do tego stopnia, że ukuto we Francji, w Anglii i za oceanem termin „padermania", który stosowany jest niekiedy do dzisiaj, opisuje jednak bynajmniej nie polityczne i pośrednio tylko artystyczne zjawisko. Pamiętamy wszyscy dobrze z koncertów Beatlesów, Elvisa Presleya czy Billa Haleya widoki tłumów (...), przede wszystkim młodych dziewcząt, wpadających w ekstazę, płaczących, krzyczących, wznoszących ręce do nieba w konwulsyjnych gestach, dygocących z przejęcia, gotowych na wszystko, byle tylko dotrzeć do idoli, dotknąć ich, niechby tylko zobaczyć z bliska. (...) Młode londyńskie mieszczki, których nikt nie posądziłby o cień temperamentu, przepychają się ku schodom, tratują, krzyczą: „Bierz nas, należymy do ciebie, jesteśmy twoje!". Następnie zadzierają spódnice i pokazują frywolne majteczki, na których wyhaftowane jest JEGO nazwisko obok czerwonych serc. (...) W Stanach Zjednoczonych zagradzać trzeba całe ulice, którymi ma przejeżdżać Paderewski. Pod jego hotelem na Piątej Alei kordon policji stoi dzień i noc. Od chwili, kiedy oszalała wielbicielka rzuciła się z nożyczkami, aby uciąć pukiel JEGO włosów, pianiście wszędzie towarzyszy kilkunastoosobowa obstawa. Jednej z pań udaje się zatrudnić w roli kelnerki w hotelu, w którym rezyduje Paderewski. Dzięki temu może przynieść mu do salonu śniadanie, zrzuciwszy z siebie przedtem w przedpokojach całą garderobę [Stomma 2007: 136].

Antropolog zauważa, że Ignacy Jan niewątpliwie był świetnym pianistą, ale takich było w jego czasach wielu. Jednak żaden z nich nie był aż takim nowoczesnym geniuszem autoreklamy. Trzeba przyznać, że Paderewski przywiązywał wagę do zarządzania wizerunkiem. Był w tym rodzaj strategii marketingowej, w której każdy sukces stawał się elementem kolejnych sukcesów, w dodatku okraszanych nowymi sloganami reklamowymi. Przykładowo, ku oburzeniu wiedeńskich krytyków, nakazywał rozdawanie przed koncertami ulotek, gdzie anonimowe opinie słuchaczy miały urastać do rangi obiektywnych diagnoz. Jedna z nich miała brzmieć następująco: Jego muzyka jest jednocześnie intymna i uniwersalna, albowiem jest to muzyka anielska. Niechęć autorytetów wedle podejrzeń Stommy miała wzbudzać skandal, który reklamował koncerty. Pełne sale koncertowe w Wiedniu wykorzystano do sloganu na koncert w Paryżu (Artysta, który wypełnił wiedeńskie sale), a paryski sukces poskutkował kolejnym hasłem reklamowym. W Londynie polski pianista reklamował się już jako paryski lew. Skojarzenie animalne to też element wizerunku artysty, którego fryzura również nie była przypadkowa. W tle działalności artystycznej przeplatała się historia tułacza ze zniewolonego przez zaborców narodu. Stomma moim zdaniem popełnia tu błąd nadintepretacji, gdy miesza intencjonalne elementy wizerunku scenicznego (biały frak, lwia grzywa, ostentacja, przepych) z przekonaniami społeczno-politycznymi. Trudno domniemywać bowiem zakładać, że przywiązanie do barw biało-czerwonych oraz odwoływanie się do muzyki Chopina miało być tylko wizerunkiem scenicznym Paderewskiego. Moje intuicje szłyby w przeciwnym kierunku i wrócę jeszcze do tego w podsumowaniu.

Paderewski dzięki ogromnej popularności zgromadził ogromny majątek. Niech za dowód tego, ile zarabiał Paderewski posłuży cytat z Krzesimira Dębskiego:

Nie do końca zdajemy sobie sprawę, jak wielkim artystą, celebrytą i mężem stanu był Paderewski. Przecież on sfinansował 100-tysięczną Armię Hallera. Wydał też majątek na pomoc charytatywną dla odrodzonej po I wojnie światowej Polski. A po Stanach Zjednoczonych podróżował prywatnym pociągiem ze służbą, fortepianami i papugami. Były miasta, które zbudowały linie kolejowe, żeby przyjąć Paderewskiego!
Sumy te pozwoliły mu właśnie na zakup hiperluksowego Wagonu Polonia (którym przemierzał USA) albo rezydencji w Riond-Bosson w Morges, koło szwajcarskiej Lozanny, gdzie próbował tworzyć opozycję antysanacyjną znaną jako Front Morges. Dlaczego? Podejrzewam, że dlatego, iż było go po prostu stać na to, by przekazywać pieniądze na to, co uważał za słuszne. 


Premier Paderewski jako mąż stanu. 13 punkt

Trudno mówić o tym, kiedy, jak i dlaczego zaczęła się miłość J. I. Paderewskiego do Polski i zainteresowanie tym, co tam Panie w polityce. Jednak najkrócej mówiąc po prostu polskość była dla niego wartością. Albo mówiąc bardziej żargonowo: w systemie aksjonormatywnym kompozytora idea polska miała specjalne miejsce i była silnie zakorzeniona. Myślę, że nie było to nic niespotykanego, jak na owe czasy i jak na środowisko, z którego pochodził. Paderewski urodził się we wsi na Żytomierszczyźnie w 1860 roku, czyli krótko przed wybuchem powstania styczniowego. Biograf kompozytora - Henryk Przybylski - pisze, że dorastał w otoczeniu, w którym idea narodowa była intensywnie propagowana. Jego matka była córką przyjaciela Adama Mickiewicza - Zygmunta Nowickiego, profesora historii na Carskim Uniwersytecie Wileńskim. Jego ojciec był uczestnikiem wspomnianego powstania styczniowego (za co trafił do więzienia w Kijowie). Nawet jego nauczyciel historii był uczestnikiem powstania listopadowego... Tematyka narodowowyzwoleńcza była więc powietrzem, którym oddychał tak, jak dzisiejsi celebryci oddychają buddyzmem i jogą czy prawami zwierząt. Te ideały kulturowe, pożądane zachowania i cele działań to właśnie coś, co socjologowie nazywają wartościami. Florian Znaniecki upatrywał wręcz w badaniu procesów tworzenia się nowych wartości celu uprawiania socjologii. Paderewski w ten, a nie inny sposób definiował swoje wartości i mając już ustabilizowaną pozycję społeczną jako wielkiego muzyka poświęcał się im.

To, o czym możemy mówić w wypadku Paderewskiego to jest wykorzystanie statusu celebryty (kogoś rozpoznawalnego, skupiającego uwagę szerszych kręgów społecznych) do tego, by rozpropagować jakąś ideę. Mówiąc brzydko socjologicznie i to w dodatku po francusku jest to konwersja kapitału symbolicznego na kapitał polityczny, bo Paderewski mówił: Będę mówić o Polsce i ludzie będą zmuszeni myśleć o Polsce, a to jest właśnie sposób, dzięki któremu Polska trafi do myśli i czynów tych ludzi (za http://www.tvn24.pl)

Kompozytor dowiedział się, że najbliższym i najbardziej zaufanym doradcą ówczesnego prezydenta USA był Edward Mandell House. Postanowił go poznać i zaprzyjaźnić się z nim. Z uwagi na to, że był nie kim innym, a opisanym powyżej Paddym, to cel ten został osiągnięty (i to pewnie bez wizualizacji!). Dalej wiemy tylko, że E. M. House prosi Paderewskiego o napisanie oficjalnego pisma do prezydenta Thomasa Woodrowa Wilsona, w którym uzasadniał konieczność odbudowy niepodległości Polski, a także przyznania jej Prus Wschodnich i Gdańska (za Pamięć Polski). Niedługo po tym prezydent w orędziu do Kongresu przedstawił 14 punktów porządkujących sytuację polityczną w Europie po I wojnie światowej. Wśród nich znalazł się punkt 13, który pozwolę sobie przytoczyć w oryginale
XIII. An independent Polish state should be erected which should include the territories inhabited by indisputably Polish populations, which should be assured a free and secure access to the sea, and whose political and economic independence and territorial integrity should be guaranteed by international covenant.
Można powiedzieć, że mieliśmy tu pełen sukces, bo celebryta wymyślił, pośrednik przekazał, a prezydent ofiarował upragnioną niepodległość. No nie jest tak pięknie do końca. Raczej casus ten pokazuje nam, jak działa dyplomacja, negocjacje, ścieranie interesów oraz przetwarzanie pomysłów przychodzących z zewnątrz do systemu imperialnego, który głownie dba o własny interes. Paderewski przecież nie dopiął swego w pełni, bo granice odrodzonej, II RP nie pokrywały się w pełni z tym, co stanowiło jego wizję niepodległej Polski w jego przekonaniu. Wizja ta - zwana skrótowo koncepcją Stanów Zjednoczonych Polski - bazowała na stworzeniu państwa federacyjnego na wzór USA. Składowymi tego państwa miały być królestwa Polski, Litwy, Polesia i Halicji (zob. mapka poniżej). 

Decyzja USA w zakresie porządku politycznego w Europie była inna. Nie odbudowano Polski jako królestwa federacyjnego (Rzeczpospolitej Czworga Narodów) a jako republikę, która już w konstytucji marcowej z 1921 roku wskazywała, że nie uznaje przywilejów rodowych ani stanowych, jak również żadnych herbów, tytułów rodowych i innych z wyjątkiem naukowych, urzędowych i zawodowych.



Żeby zrozumieć całą tę sytuację myślę, że trzeba uwzględnić tzw. szerszy kontekst tego, że prezydent USA w podobny sposób wyróżnił Polskę, bo przecież nie chciał spełniać marzeń wieszczów czy nawet Kościuszki i Puławskiego. Dlatego musi tu paść wtręt geopolityczny, bo sądzę, że on w dużej mierze wyjaśnia tło przebiegu negocjacji, które pomysł Paderewskiego zainicjował. Najprawdopodobniej amerykańscy politycy są pragmatyczni i raczej nie podejmują decyzji, które nie opłacałyby się im jako państwu. Stan Zjednoczone to światowe mocarstwo i państwo specyficzne przede wszystkim ze względu na swoje geograficzne położenie. Jest ono położone z dala od tzw. wyspy światowej, czyli połączonych lądowo kontynentów Azji, Afryki i Europy. Według Alfreda Mahana to właśnie dzięki tej lokalizacji powinno ono być nastawione na balansowanie wpływów innych mocarstw dążenie do tego, żeby światowy handel przebiegał drogą morską, a nie lądową. Spełnienie tych warunków gwarantuje im silniejszą pozycję. W ich interesie jest więc ograniczanie rozwoju zarówno Rosji, jak i Niemiec na Nizinie Środkowoeuropejskiej, czyli m.in. na terenach obecnej Polski. Nizina ta jest o tyle istotna, że stanowi pogranicze pomiędzy tzw. Heartlandem i Rimlandem (zob. mapa poniżej). Z kolei Halrofd Mackinder w pisał o tych terenach, że

kto panuje we wschodniej Europie - panuje nad [całym - ZS] Heartlandem (sercem Eurazji). Kto panuje nad sercem Eurazji - ten panuje nad wyspą światową. Kto panuje nad wyspą światową ten panuje nad światem.
Stąd pewnie pochodzą twarde podstawy zainteresowania Wilsona Paderewskim. USA wchodząc do I wojny światowej, chciało sprawić, żeby ani Rosja, ani Niemcy nie wyszły z niej zwycięsko. Dlatego wciśnięcie pomiędzy te państwa bloku nowych państw osłabia je i tym samym umacnia USA. Na tych geopolitycznych podwalinach polska niepodległość została tak na prawdę zbudowana i najprawdopodobniej nic innego nie przekonałoby Wilsona, by zwrócił uwagę na "osobiste wpływy" Paderewskiego.





Podsumowanie
Sylwetka I. J. Paderewskiego jako sprawnego celebryty nie wyczerpuje oczywiście opisu jego osobowości, dążeń czy ideałów. Myli się Stomma, który redukuje go do wymiaru sukcesu rynkowego, pisząc, że był
niezrównanym manipulatorem, krezusem, Wielkim Gatsbym, prorokiem pięknej muzyki i jarmarcznego gustu, postacią z tysiąca i jednej nocy, która wypracowała jednocześnie do perfekcji dar posługiwania się nowoczesnymi mediami.
Patriotyzm Paderewskiego był tłem jego aktywności, która nie może być jednak tylko i wyłącznie do patriotyzmu redukowana. Miał osobiste ambicje i motywacje, by odnieść sukces jako jednostka, ale nie zapominał o sprawie polskiej i dziewiętnastowiecznej tradycji narodowowyzwoleńczej. Wkomponował umiłowanie polskości i Polski w swoją działalność artystyczną i uczynił z niej swój znak rozpoznawczy (niczym biało-czerwony, luksusowy wagon kolejowy). Podobnie do tego, jak różne idee wplatają w swoją twórczość współczesne gwiazdy pokroju Natalii Przybysz albo Ariany Grande.

Nie chciałbym nie doceniać osobistych zasług kompozytora w zakresie dążenia do uzyskania przez Polskę niepodległości. Jednak możemy zadać nieco inne pytanie, czy gdyby nie on, to czy USA faktycznie nie dążyłoby do zbalansowania układu sił w Europie i tak czy inaczej zaproponowałoby utworzenie podobnego do II RP tworu? Możliwe, że gdyby nie Paderewski, to padłoby na Austrię, Węgry bądź Rumunię. Adam Smith używając metafory niewidzialnej ręki rynku pisał o tym, że suma "indywidualnych chciwości" tworzy największy dochód społeczny (czyli tzw. dobro wspólne). Hegel z kolei upatrywał w tym manipulacyjnych działań tzw. chytrego rozumu, który nad nami czuwa i mimo, że zdaje się nam, że działamy w swoim tylko interesie, to mimochodem działamy również dla różnych innych interesów wspólnych. Choć Paderewski zupełnie nie wydaje się osobą, która miałaby być bezwolnym aktorem zapisanej dla niego roli. Jego historia pokazuje rolę działań jednostkowych, które nie tylko są determinowane społecznie, ale nade wszystko determinują nowe konteksty ludzkich działań - tworzą nową rzeczywistość, która bez tych właśnie działań byłaby zupełnie inną rzeczywistością.


Ignacy Jan Paderewski i jego rola w Paso Robles w Kaliforni

A jak kogoś interesuje więcej socjologii o Paderewskim, to jest cała książka

  • Bokszańska Grażyna. 1993. Polityka-biografia-przywództwo: socjologiczne studium przywódczej kariery Ignacego Jana Paderewskiego, Łódź. 



Niniejszy tekst nie został dofinansowany z programu Niepodległa MKiDN, a szkoda! ;-)

Postaw mi kawę na buycoffee.to
Share:

środa, 16 stycznia 2013

Przyjemność i przywództwo. Miękka władza Gangnam style(?)


Gangnam Style jeszcze we wrześniu ub. roku przestał żyć tylko w przekazywanych między znajomymi linkach, po których następował emotikon z uśmiechem. Hit przerabiano na rozmaite wersje, pisano o nim na blogach, mówiono w telewizji i co ważniejsze tańczono, w wielu miejscach. Ostatnio nawet na sylwestrowej scenie zatańczył go łudząco podobny do wykonującego oryginalny taniec Parka Jae-SangBilguun Ariunbaatar i to u boku Maryli Rodowicz. Podkpiwanie ze stylu mieszkańców seulskiej dzielnicy Gangnam to bodaj pierwszy globalny hit pochodzenia azjatyckiego. Traktowany z przymrużeniem oka, ale jednak akceptowany i będący kodem na tyle zrozumiałym, że integrujący grupy zabawowe jak niegdyś Macarena czy The Ketchup Song. Może być to jakiś kulturowy przełom w muzyce popularnej, bo wyciekające łączami internetowymi elementy popularnych muzycznych kultur Azji do tej pory raczej śmieszyły tak w krajach pierwszego świata, jak i w Polsce. Przypomnę przykład piosenki 两个婆娘一个郎 chińskiego Trio Oriental Brega, które w polskim internecie stało się pod koniec 2010 roku znane jako hit mongolskich dyskotek.



Niemal pewny byłem wtedy, że żaden azjatycki hit nie zagości na europejskich listach przebojów, bo zgodnie z tym, czego można dowiedzieć się z książki Piotra Siudy Kultury prosumpcji. O niemożności powstania globalnych i ponadpaństwowych społeczności fanów (2012) sensy tworzone przez odbiorców popkultury są mocno zatopione w lokalności. W przypadku społeczności fanów tak jest, to jednak przecież nie każdy udający jazdę na niewidzialnym koniu staje się automatycznie fanem k-popu. Gangnam Style uświadamia nam rzecz zgoła inną: uczestnictwo w popkulturze nie wymaga fanowskiego zaangażowania. Okazuje się, że ponadpaństwowa, makroregionalna czy nawet globalna popularność - choćby i chwilowa - jest możliwa nie tylko dla gwiazd pochodzenia euroamerykańskiego jak Madonna, U2 czy Lady Gaga, które współpracują z wielkimi światowymi wytwórniami muzycznymi. Ale wątpię by fenomen popularności Gangnamu był li tylko efektem braku uprzedzeń rasowych np. w Europie. W programie The Stream na Al Jazzera English Lisa Fletcher podejmowała tezę, że za kulisami sukcesu Gangnam Style stoi miękka władza (ang. soft power) południowo-koreańskiego rządu. A raper Psy już podpisał kontrakt z wielką wytwórnią muzyczną Universal Republic Records, więc emancypacyjna funkcja popkultury dla twórców spoza systemu korporacji została chyba już ograniczona.


Teoria miękkiej władzy
Czym zatem jest owa miękka władza? Najłatwiej chyba zrozumieć/wyczuć sedno koncepcję czytając poniższy cytat ze Zdzisława Krasnodębskiego, polskiego socjologa z Uniwersytetu w Bremen, który pisał, że:
[d]zisiaj nikt nie bije polskich dzieci we Wrześni, by wybić im z głowy mówienie po polsku, nikt nie wywozi na zsyłkę. (...) Nie trzeba Palmir i Katynia, by skutecznie panować nad Wisłą. Wystarczy, by Polska stopniowo wymiękała dzięki skutecznemu przeprogramowaniu kulturowemu Polaków.
Zatem najogólniej rzecz biorąc miękka władza to rożnego rodzaju oddziaływania na obce państwa poprzez kulturę i sztukę, szczególnie w swej popularnej formie. Klasyczna definicja tej formy wpływu brzmi następująco: zdolności narodu lub kraju do pozyskiwania sojuszników i zdobywania wpływów dzięki atrakcyjności własnej kultury, polityki, ideałów politycznych (cyt. za: Słowodnik A, w: Dwutygodnik). Miękka władza, jak opisuje twórca koncepcji Joseph Nye, opiera się na atrakcyjności kulturowej. Jest to środkiem do ostatecznego celu, którym wciąż pozostaje tworzenie silnej pozycji na politycznej i gospodarczej arenie. Nie jest to więc działanie za pomocą wojska czy korporacyjnych krawaciarzy, a raczej wyluzowanych artystów i intelektualistów. Nye pisze, że jest to tańsza, więc i efektywniejsza (bo tańsza np. od prowadzenia wojny) forma sprawowania władzy niż hard power, czyli „twarda władza”, która to polega na przymusie i nacisku (w tym finansowym). Autor pisze też, że wykorzystanie twardej i miękkiej władzy jest komplementarne i na tym balansie między stosowaniem obu form władzy polega właśnie stosowanie inteligentnej władzy (smart power).


Muzyka w ramach teorii miękkiej władzy

Czy jednak muzyka jest jakąś szczególną egzemplifikacją oddziaływania poprzez miękką władzę? Piewcy władzy kulturowej przesadzają, że kultura jest li tylko polem dialogu i w jednym z raportów pokongresowo-kulturowych czytamy:
Przestrzeń kultury tym różni się od przestrzeni wymiany gospodarczej, iż nie tworzy pól konfliktu, nie zawiera elementów perswazji, erystyki, manipulacji czy wpływu, ale jest polem dialogu, gdzie najbardziej aksjologicznie istotnym elementem jest prawda rozumiana jako otwarcie na inne nieznane wartości i kultury.
Jeśli Adorno ma rację, iż muzyka oddziałuje mocniej na podświadomość w promowaniu pewnych wartości. Coś może być na rzeczy z muzycznym oddziaływaniem na podświadomość, bo audiomarketing ma się chyba nie najgorzej i
w sklepach wielkopowierzchniowych wybrane piosenki mają mu przede wszystkim zapewnić kojące tło: zagłuszyć skrzypiący wózek, okiełznać strach przed przestrzenią i umilić kolejny kwadrans spędzony w kolejce do kasy. Zupełnie inną rolę odgrywa program muzyczny przygotowany dla sieci odzieżowej czy eleganckiej restauracji*.

Rozgraniczmy jednak poziom mikro i makro miękkiej władzy. Wspomniany audiomarketing - wiadomo - to egzemplifikacja poziomu mikrowładzy, a prowadzenie konsekwentnej zagranicznej polityki kulturalnej to pewna makrowładza. Ale z drugiej strony z pewnością nie ma co przeceniać roli miękkiej makrowładzy, bo nie kupujemy smartfonów Samsunga albo telewizorów LG dlatego, że usłyszeliśmy Gangnam Style czy inny koreański zespół. Nie na tym - jak podejrzewam - ma polegać skuteczne wykorzystywanie narzędzi miękkiej władzy. Sądzę, że raczej chodzi o spójność rozwiniętej i ciekawej (pop)kultury na tle solidnej gospodarki, co o proste zabiegi PRowe polegające na tworzeniu dobrego wizerunku w krajach rozwiniętych. I to, że Joseph Nye w 2009 roku opowiadał się za tym, że miękko-władczy potencjał Południowej Korei jest pokaźny, bo kraj ten przeszedł drogę od problematycznego sąsiada Korei Północnej do ważnego gracza ze środka globalnej tabeli.


 Wrócę do głównego pytania o miękką władzę i Gangnam. Z jednej strony jasne jest, że przypominanie, iż jest to koreańska piosenka popularyzuje w jakiś naskórkowy sposób Koreę. Jednak z drugiej samo jej stworzenie i puszczenie w e-obieg mogło mieć miejsce w konkretnych warunkach społecznych i gospodarczych. Do ironizowania sobie z mieszkańców dzielnicy, na której jeździ się konno, gra w tenisa czy nurkuje w domowym basenie potrzebny jest pewien, dość wysoki poziom rozwoju gospodarczego. Ten ostatni wynika m.in. z inwestycji, zatrudnienia przy produkcji czy konsumpcji. Zatem na stosowanie na miękkiej władzy nie każde państwo może sobie pozwolić. Poza tym nawet jeśliby można było wskazać na dowody (a nie poszlaki!) mówiące o tym, że Psy skomponował Gangnam Style na zamówienie rządu południowokoreańskiego, to jeszcze trzeba pamiętać, że nie każdy typ muzyki przyjmie się w tak odmiennych szerokościach geograficznych. Kompozycja tego utworu opiera się na prostym tanecznym rytmie i powtarzającej się dwuczęściowej melodii (abab...) [por. teledysk 0:04-0:07], która w refrenie po słowach Oppan gang-namseutayil puszczona jest szybciej. Muzyka zatem kompatybilna jest z mainstreamem popkultury, więc i w niej święci swe sukcesy. Przynajmniej od 1908 roku, czyli publikacji Simmelowskiej Soziologie że wiadomo, że to, co ma zyskać powszechną popularność musi być sprowadzone do wspólnego mianownika prostych preferencji. Co prawda Simmel opisywał ,,negatywną korelację'' radykalności poglądów politycznych do liczby członków partii, ale myślę, że pogląd bardzo dobrze pasuje do kwestii gustów muzycznych. Gangnamowi jeszcze jedno zapewniło sukces. Psy jako Azjata zaproponował coś nowego europejsko-afrykańskiej-popkulturze. Nowego, ale nie za bardzo nowego, bo zrozumiałego w ramach współczesnej popkultury.

Miękka władza tak samo, jak twarda ma swoich liderów. Chociaż mogłoby się zdawać, że przypomina ona władzę ,,we krwi i areozolu'' Michela Foucault. Myślę, że już samo ulokowanie miękkiej władzy w osobach celebrytów obala pomysły łączenia jej z koncepcjami Foucaulta. Celebryci angażują się bowiem w rozmaite problemy publiczne oraz angażuje się ich w popieranie nie tylko idei a konkretnych polityków. Muzycy komentujący politykę [por. wpis o RATM] sprawują pewną formę władzy - bywają liderami opinii, ludźmi chętniej słuchanymi i skuteczniej wpływającymi na innych, zdającymi się mieć większy dystans do polityki i przez to mogącymi mieć większe zaufanie społeczeństwa od polityków czy dziennikarzy. Tę ostatnią sprawę na pewno warto zbadać. Nawet techniką surveyową.

Dodam jeszcze, że Gangnam Style może i nie jest wprost narzędziem południowo-koreańskiej soft power. Jest nim jednak jako element smart power, bo obok koreańskich plazm, tabletów i samochodów mamy koreański hit. Obecnie jest tylko jeden. Co będzie dalej zobaczymy. Ponoć chińskie władze już zaczynają zazdrościć Korei tego hitu.
Share: