wtorek, 10 kwietnia 2012

Wspólne śpiewy, chóry i fałszowanie albo co to jest więź muzyczna


 http://www.cutestpage.com/pictures/Sing_Together.jpg

WTF?
Do zastanowienia się nad fenomenem wspólnego śpiewania skłonił mnie świąteczny film U Pana Boga za miedzą, traktującego o życiu w podlaskiej wsi. Otóż w owym serialu Ksiądz Proboszcz (wł. Krzysztof Dzierma) przekonywał młodą i nową we wsi policjantkę Marinę (wł. Agnieszka Kotlarska), aby w wolnym, czasie uczestniczyła w próbach parafialnego chóru. Na co p. Marina odpowiedziała, że nie potrafi śpiewać, co z kolei ksiądz skwitował mówiąc, że do chóru właśnie tacy - niepotrafiący śpiewać - ludzie nadają się najlepiej. Jak mniemam, filmowy ksiądz (czyt. autor scenariusza filmu) miał na myśli to, że chór składa się z osób, które bądź to nie mają na tyle wytrenowanego głosu bądź którym na tyle brakuje talentu, że nie potrafią śpiewać solowo nie fałszując. Natomiast w chórze wspólny śpiew gromady osób niepotrafiących śpiewać czysto solo pod kierownictwem dyrygenta chóru staje się znośny dla ucha (tj. zgodny z intencjami autora melodii). Jak to się dzieje? Jakie wyjaśnienie podsuwa nam klasyczna i mniej klasyczna socjologia?

Teoryja
Z pewnością musimy zauważyć, że fałszowanie to rzecz względna, aczkolwiek nie całkowicie względna, bo może dotyczyć wyboru tonacji oraz interwałów między konkretnymi dźwiękami. Odrzućmy pierwszą możliwość, czyli sprawę tonacji i skupmy się na poszczególnych interwałach między dźwiękami składającymi się na daną melodię. W tej sytuacji osoba solowo fałszująca, śpiewając w grupie zaczyna wydawać z siebie te dźwięki, które powinna chcąc śpiewać czysto. Zatem zewnętrzna rzeczywistość grupowa oddziałuje na tę jednostkę, zmuszając ją do takiego a nie innego zachowania. Nic nowego dla socjologii, bowiem w tej sytuacji działa właśnie to, co jeden z ojców socjologii - Emil Durkheim - nazwał faktem społecznym. Badanie faktów społecznych było w myśli koncepcji cadyka Emila celem uprawiania socjologii. Na fakt społeczny składają się trzy cechy. Fakt społeczny jest powszechny (ponadjednostkowy), zewnętrzny (zastany przez jednostkę) i przymusowy (związany z kontrolą społeczną) [por. Zasady metody socjologicznej, 1895]. Właściwie wszystkie te idee, które właśnie przeklepałem z podręczników do Blogger.com można skwitować hasłem: wpływ społeczny. Co teraz można z tą wiedzą zrobić?

Projekt empiriczney weryfikacyj
Już w latach 1970tych inspirowany społeczną kulturą ludową wsi polskiej i podręcznikiem prof. Jana Szczepańskiego Elementarne pojęcia socjologii (1963) prof. Jan Stęszewski na socjologiczno-muzykologicznej konferencji przedstawił projekt badań. Stęszewski zauważa, iż w kulturze wsi polskiej muzykowanie zwykle było podrzędne wobec grupowych sytuacji obrzędowych [por. Stęszewski 1975/1973: 19]. Zatem rola rzeczywistości grupowej dla muzyki jako takiej wydaje się bardzo istotna. Zarówno jeśli chodzi o jako takie sytuacje obrzędowe, jak i wykonywanie muzyki. Stęszewski operacjonalizuje problem następująco. 

„(…) [R]zecz polega na przebadaniu nagrań melodii śpiewanych zwykle zbiorowo, przez tych samych wykonawców – oznaczonych literami – raz solowo (A, B, C, D… N), a raz zbiorowo (A + B + C… + N), przy czym w wykonaniu zbiorowym prócz nagrania sumarycznego (A + B… N) nagrywa się jednocześnie oddzielnymi mikrofonami i magnetofonami każde wykonanie cząstkowe”
 [Muzyka a społeczeństwo. Przegląd zagadnień z socjologii muzyki. 1975/1973. VII Ogólnopolska konferencja muzykologów w Brzegu, Sekcja Muzykologów Związku Kompozytorów Polskich, Brzeskie Towarzystwo Kulturalno-Oświatowe, Wydział Kultury i Sztuki Urzędu Wojewódzkiego w Opolu, s. 21].

Następnie porównując zapisy nutowe nagrań zbiorowych i indywidualnych możemy wnioskować o wpływie społecznym na wykonanie muzyki, tj. różnice w melodii, rytmie... Narzucający się wniosek jest taki, że część jednostek - nie wnikam tu w przyczyny tego zjawiska - potrafi zinternalizować fakt społeczny, jakim jest muzyka, z kolei inne jednostki nie maja zdolności uwewnętrznienia tych norm i mogą stosować się do nich tylko w sytuacjach społecznych, gdy wspierane są przez inne jednostki.


Wnioski polityczne
Społeczna strona śpiewu nie musi ograniczać się do potwierdzania wiedzy potocznej, której wyraz dał filmowy Ksiądz Proboszcz. Ani także do naukowego uszczegóławiania tej wiedzy wzorem Jana Stęszewskiego. Czyste śpiewanie ma w mojej ocenie jedną ważną funkcję. Daje jednostkom szansę poczucia się częścią większej całości, reprezentowania powszechnej zgody, czyli bycia po prostu jednogłośnymi. Przypomina mi się w tym kontekście historię, którą opowiadał na wykładzie z Teorii zmiany społecznej Radosław Sojak. W trakcie pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski w 1979 r. Polacy po pierwsze mieli okazję policzyć się, czyli zobaczyć, jak wiele osób będąc po kościelnej stronie kontestuje PRLowską władzę. Po drugie, w tak licznym gronie (na pierwszą papieską mszę w Warszawie szacuje się, że przyszło 300 tys. wiernych, dla porównania: tyle, co liczy cały Białystok) - w odczuciu Sojaka - siła głosu tych kilkuset tysięcy gardeł była nie tylko na tyle elektryzująca, że przechodziły ciarki po plecach, przede wszystkim dawała poczucie możliwości samostanowienia. Myślę, że z tych publiczno-obywatelskich przyczyn przyglądanie się takim muzycznym czynnościom jak śpiew ma nie tylko sens poznawczy.
Share:

0 komentarze:

Prześlij komentarz